Są takie urodziny, które bardziej się czuje, niż świętuje. Nie trzeba świeczek ani tortu. Wystarczy cisza i chwila zatrzymania.
Zatrzymałam się dziś przy jednym zdaniu, które w swoim wierszu napisała Wisława Szymborska: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. I pomyślałam: a ile ja wiem o sobie?
Łatwo mówić o sobie, gdy wszystko się układa. Wtedy znamy dobrze swoje upodobania, przyzwyczajenia, rytuały. Jednak to nie o tym mówi ten cytat. On mówi o nas w sytuacji próby. O nas nieprzewidzianych, nieplanowanych. Tych, którzy wychodzą na jaw, kiedy życie nie pyta, czy mamy chwilę.
Myślę o momentach, które mnie sprawdziły. O tych cichych i tych brutalnych. O dniach, kiedy trzymałam się na powierzchni tylko dlatego, że ktoś inny potrzebował mnie bardziej niż ja siebie. O nocach, gdy wbrew sobie wstawałam z łóżka, bo ktoś wołał. O wszystkich „nie dam rady”, które kończyły się tym, że jednak dawałam.
Być może to nie była siła, a po prostu brak innego wyjścia. A może siła to właśnie to – robić coś, mimo że się nie wierzy. I być zaskoczoną, że to w ogóle możliwe.
Nie wiem, czy znam siebie, ale wiem, że jestem kimś innym, niż byłam rok czy dwa lata temu. A może raczej – kimś więcej.
Nie piszę tego, by komukolwiek tłumaczyć życie, ani by świecić przykładem. Piszę, bo czuję, że czasem warto się zatrzymać i zapytać: kim ja właściwie jestem, kiedy nikt nie patrzy? Kim jestem, gdy wszystko się wali, a nie ma dokąd uciec? A kim, gdy trzeba być dla innych silnym, a człowiek sam się ledwo trzyma?
Chyba nie jesteśmy w stanie przewidzieć siebie w każdej sytuacji. To raczej pozostaje wciąż tajemnicą. I może dobrze, że nie jesteśmy skończoną opowieścią. W każdym z nas coś jeszcze czeka, by się objawić. W każdej z nas ktoś jeszcze śpi – kobieta, która się nie boi, albo taka, która w końcu pozwala sobie na strach. Taka, która milczała, ale się odezwie, albo taka, która zawsze mówiła, a teraz zamilknie i posłucha siebie.
Nie wiem, co jeszcze się wydarzy, ale wiem jedno – każda próba czegoś nas uczy. Nie tylko o życiu, ale o nas samych. A im więcej wiemy o sobie, tym mniej musimy siebie udawać.
I może to jest najlepszy prezent, jaki można sobie dać w urodziny – nie idealną wersję siebie, ale tę prawdziwą. Niewygładzoną. Znamiennie ludzką. I gotową, by nadal siebie poznawać. I może to wystarczy – na dziś, na ten rok, na następną próbę.








Witaj! Twoja opinia jest ważna.