Dziś usłyszałam z ust jednego z polityków zdanie: „Trzeba przywrócić normalność!”.
Zatrzymało mnie to i na moment odebrało mowę. Nie dlatego, że było wyjątkowo oryginalne – wręcz przeciwnie. Słowo normalność przewija się często w polityce, mediach, codziennych rozmowach. Zwykle wypowiadane z naciskiem, jakby niosło coś oczywistego i wspólnego dla wszystkich.
Czy naprawdę wiemy, co to jest normalność?
Dla kogo, od kiedy i według jakiej miary?
Dla jednych normalność to niedzielny obiad z rodziną, cisza po dwudziestej drugiej, znane twarze w sąsiedztwie. Dla innych – praca zdalna, samotność z wyboru, wolność od konwenansów. Dla kogoś normalność to dzieci w szkolnych ławkach, a dla kogoś innego – prawo do edukacji domowej. Dla jednej osoby to porządek, dla drugiej – możliwość życia po swojemu, nawet jeśli trochę chaotycznie.
Moja własna normalność zmieniała się wiele razy.
Bywały czasy, gdy normalne było życie w biegu. Inne – kiedy codziennością stała się troska o kogoś bliskiego. Pamiętam też momenty, gdy normalność pachniała kawą wypijaną w spokoju. A bywały dni, w których kawa wystygła, bo zabrakło czasu na jej wypicie.
Normalność, jak się okazuje, wcale nie jest stała. Jest żywa, krucha, osobista. Czasem wiąże się z bezpieczeństwem, czasem z przyzwyczajeniem. Czasem chcemy ją zatrzymać, innym razem – zostawić bez żalu.
Dlatego, gdy ktoś mówi, że „trzeba ją przywrócić”, pytam w myślach: Czyją normalność mamy odzyskać? Z czym miałaby wrócić?
A co ważniejsze – kogo mogłaby wykluczyć?
Może zamiast wracać do czegoś, co dla wielu nigdy nie było dobre ani bezpieczne, warto zapytać: jaką normalność chcemy budować – dziś, teraz, razem?
Myślę, że taką, w której każdy może się odnaleźć – bez udawania, bez lęku, bez konieczności dopasowywania się do jednego wzoru.
Zostawiam Cię z tą myślą i pytaniem:
Czym dla Ciebie jest normalność?








Witaj! Twoja opinia jest ważna.