Dziś 1 sierpnia.
W tym dniu wiele się mówi o pamięci. Wznosi się hasła, rozbrzmiewa hymn, macha się flagami. A ja coraz częściej zastanawiam się: co tak naprawdę pamiętamy? I co robimy z tą pamięcią?
Nie chcę dziś pisać patetycznie. Chcę napisać prawdziwie. O pamięci, która nie dzieli, nie nienawidzi, nie krzyczy. Tylko trwa – w zdjęciu, w spojrzeniu, w miłości silniejszej niż wojna.
Mój tata miał wtedy kilka lat. Babcia była młodą kobietą z dzieckiem na ręku. Przeżyła wojnę, ale nigdy nie opowiadała o niej wielkimi słowami. Ona po prostu przetrwała. Godnie. Z sercem.
I zostawiła po sobie jedno zdjęcie – cichą lekcję tego, co znaczy prawdziwa odwaga.
To jedno z nielicznych zdjęć, jakie pozostały po dzieciństwie mojego taty, ale dla mnie najważniejsze. Nie jest to fotografia z Powstania Warszawskiego – powstała kilka lat wcześniej. A jednak duch tego, co dziś wspominamy, jest w niej całym sercem obecny.
Nie potrafię patrzeć na nią bez wzruszenia. Tata ma może trzy, może cztery lata. Obok niego – moja babcia. Siedzą razem gdzieś w ruinach Warszawy, to rok 1940 albo 1941. Za nimi zniszczony budynek, podziurawiony od kul. Wojna już na dobre się rozszalała. A oni wyglądają tak, jakby świat wokół przestał istnieć. Tata w krawacie, babcia w odświętnej sukience. Uśmiechają się. Nie do obiektywu, lecz do siebie. Patrzą na siebie z czułością i miłością.
Gdy spoglądam na to zdjęcie, widzę coś więcej niż tylko przeszłość. Widzę siłę, której nie złamała wojna. Widzę codzienny heroizm matki, która mimo gruzów i strachu, zakłada synkowi krawat i sama ubiera się elegancko. Widzę młodą kobietę, która stara się chronić swojego synka przed tym, czego sama się boi. Zakłada sukienkę, nie po to, by dobrze wyglądać, ale żeby nie poddać się rozpaczy.
Widzę też mojego małego tatę, jeszcze nieświadomego ogromu zła wokół. Może trochę przestraszonego, ale bezpiecznego, bo przy mamie.
I ten krawat…
Ktoś go przecież musiał zawiązać. Ktoś uznał, że to ważne. Ta elegancja w środku wojny nie jest na pokaz. To krzyk: „Nie odbierzecie nam godności!”. To opór. Cichy, ale najpotężniejszy.
Czasem się zastanawiam, jak wyglądał tamten dzień. Czy skądś wracali? Czy gdzieś się ukrywali? Czy chwilę wcześniej coś wybuchło? Czy długo się śmiali po zrobieniu tego zdjęcia, czy może musieli szybko uciekać? Czy babcia myślała wtedy, że to będzie jedno z nielicznych zdjęć, jakie jej syn będzie miał z dzieciństwa?
Nie wiem, kto zrobił to zdjęcie. Może ktoś z rodziny, może zupełnie obca osoba. Nie wiem, czy był to przypadek, czy świadomy gest zatrzymania tej jednej, bezcennej chwili. Wiem tylko, że przetrwało. Nie zgubiło się, nie spaliło, nie rozpadło. I teraz ja mogę trzymać je w dłoni, kiedy świat się chwieje.
To zdjęcie jest dla mnie jak kotwica. Przypomina mi, skąd jestem. Z jakiej miłości. Ilekroć dopada mnie zwątpienie, zmęczenie, rozpacz – patrzę na nich. Na mojego małego tatę i jego mamę, moją babcię. Wśród ruin, ale niepokonanych. To zdjęcie daje mi siłę za każdym razem, gdy mam ochotę się poddać. Bo jeśli oni potrafili – w ruinach, w lęku – znaleźć chwilę na miłość, na bliskość, na spojrzenie w oczy, to ja też mogę przetrwać swój dzień, bo wszystko można przetrwać, jeśli ma się za sobą taki obraz, taką historię i taki fundament.
Moja babcia nie tylko tuliła dziecko w ruinach. Chodziła z pomocą na Pawiak. Działała w konspiracyjnym Patronacie – organizacji, która niosła więźniom jedzenie, leki, grypsy, słowa otuchy. Dawała nadzieję tym, którzy już ją stracili. Nie miała karabinu. Miała serce. I odwagę, żeby go użyć. Codziennie przechodziła obok strachu. I nie zatrzymywała się na nim. Jej broń to była obecność. I to, że nie odwracała wzroku.
Pamiętamy’44 – mówimy co roku.
Ale co to znaczy pamiętać? Czy to tylko hasło? Sztandar? Uroczysty post? Stanięcie na baczność w godzinie „W”? A potem co? Czy umiemy być dla siebie łagodni? Czy umiemy być obecni? Czy umiemy jeszcze się nawzajem widzieć?
Bo jeśli nie – to może nic nie pamiętamy.
Dla mnie pamiętać, to znaczy: uczyć się od tych, którzy w najciemniejszych czasach nie dali się złamać. Nie pozwalać, byśmy dziś zgubili to, za co oni oddawali życie i godność. Nie dzielić. Nie podsycać nienawiści. Nie karmić się pogardą.
W czasach, kiedy tyle nas dzieli, to zdjęcie przypomina mi, że przetrwa tylko to, co łączy. I że pamięć nie polega na tym, by powtarzać wielkie słowa – tylko na tym, by nie zapominać, jak być człowiekiem
Dziś, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, myślę o nich jeszcze mocniej. O mojej babci i o moim tacie – o ich codziennym powstaniu. Nie z bronią, ale z krawatem, sukienką i uśmiechem, który nie dał się wojnie.








Witaj! Twoja opinia jest ważna.