Czy zastanawiałeś się kiedyś, kim byłbyś, gdybyś… przestał mieć?
Gdybyś odłożył na bok wszystkie rzeczy, które posiadasz – dom, samochód, pieniądze, a nawet tytuły i role społeczne. Co by zostało? Kim byłbyś naprawdę?
To pytanie nie jest osądem ani pouczeniem. Jest delikatnym zaproszeniem do spotkania z samym sobą, do spojrzenia w lustro własnej tożsamości niezależnie od tego, co posiadasz. W świecie, który nieustannie mówi, że „mieć” to „znaczyć”, łatwo zapomnieć, że prawdziwa obecność nie wymaga etykiet ani przedmiotów.
Zaprzęgnięci w codzienną gonitwę, łatwo przywiązujemy swoją wartość do tego, co mamy. Czasem daje to poczucie bezpieczeństwa – dach nad głową, pieniądze na koncie, stabilna praca. A co wtedy, gdy ten fundament okaże się kruchy? Choroba, strata, wojna, nagła zmiana potrafią w kilka chwil rozsypać to, co budowaliśmy latami. Jeśli spróbujesz wyobrazić sobie życie bez tego wszystkiego, nagle zaczniesz zauważać, że to, co wydawało się fundamentem, może być tylko iluzją bezpieczeństwa. Prawdziwe „być” nie potrzebuje własności. To, co w środku, nie wymaga niczego z zewnątrz.
I znów wracamy do pytania, które na początku wydawało się prowokacyjne, a teraz staje się lustrem: kim jesteś, gdy nie liczysz, nie gromadzisz, nie mierzysz swojego życia tym, co masz?
Erich Fromm pisał, że świat zbyt mocno koncentruje się na „mieć”, przez co gubimy siebie. Mały Książę przypominał, że „najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu”. Szymborska mówiła o życiu w zgodzie ze sobą, zamiast gonieniem za tym, co daje chwilową satysfakcję. Czesław Miłosz zauważał, że nasze wspomnienia i doświadczenia tworzą to, kim jesteśmy, a nie przedmioty ani tytuły. Te głosy spotykają się w jednym punkcie – tam, gdzie „być” oznacza żyć prawdziwie, w prostocie i obecności.
Spróbuj to sobie wyobrazić…
Bez kluczy, bez konta w banku, bez samochodu, bez tytułów, które przyklejają się do Ciebie jak naklejki. Co zostaje? Może odkryjesz, że jesteś tym, kto potrafi kochać, czuć, tworzyć, słuchać i że te zdolności nie kosztują ani grosza. Może zrozumiesz, że wbrew temu, co mówi świat, człowiek może być naprawdę bogaty, nawet jeśli w jego rękach nie ma nic materialnego.
Czasem wydaje się, że żeby „być”, trzeba najpierw „mieć”. A jeśli to złudzenie? Może prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy nie musisz niczego udowadniać światu? Gdy przestajesz liczyć i porównywać, a zaczynasz po prostu… być?
Zastanów się nad tym. Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie bez wszystkiego, co wydawało ci się niezbędne. Ktoś tam jest. Prawdziwy ty. Nie przedmioty, nie role społeczne. Ty.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, kim byłbyś… gdybyś przestał mieć?








Witaj! Twoja opinia jest ważna.