Są dni, kiedy nie ma już siły mówić. Nie ma siły tłumaczyć, bronić się ani nawet próbować być dzielną. Zmęczenie nie jest wtedy tylko fizyczne. Ono ma kształt, zapach i ciężar. Wlewa się w ciało, osiada w głowie, przykleja się do skóry. Nie da się go zmyć prysznicem, ukoić snem, wypłukać alkoholem.
Każde słowo, które słyszy, rani – nawet jeśli wypowiedziane jest cicho. Każde spojrzenie, które na nią pada, niesie ze sobą kolejne oczekiwania. Chce tylko chwili ciszy. Jednej minuty bez pretensji, bez wybuchów, bez złowrogich spojrzeń – i ta minuta nigdy nie przychodzi.
Czuje, jak jej własne potrzeby znikają gdzieś w tle, jakby przestały istnieć. Próbuje zrobić coś dla siebie – małą rzecz, drobny gest – a wszystko wokół krzyczy, domaga się uwagi, oskarża, manipuluje. I nagle nawet proste śniadanie staje się luksusem, którego nie może mieć.
Chwile na oddech pojawiają się rzadko, zanim znów zostaną zabrane przez wymagania i niewypowiedziane oczekiwania.
Z czasem przestaje marzyć o spokoju. Marzy tylko o braku wewnętrznego bólu. O tym, żeby nie musieć ciągle tłumaczyć, dlaczego milknie, dlaczego się wycofuje, dlaczego już nic nie czuje. Bo ile można dawać z siebie, kiedy nic już w niej nie zostało?
Cisza jest niemożliwa. Chwila dla siebie – nieosiągalna. Odpoczynek – luksus nie z tej rzeczywistości. A mimo wszystko wciąż próbuje. Bo nie wie, jak przestać.
Może minąłeś ją dzisiaj, nawet nie wiedząc, że to ona. Niosła zakupy, rozmawiała przez telefon, poprawiała włosy na wietrze. Wydawało Ci się, że się uśmiecha. Bo czasem łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku.
Nie ma tu morału. Nie ma ukojenia. Jest tylko ona – kobieta, która bardzo się starała – i której nikt nie zapytał, jak się czuje.








Witaj! Twoja opinia jest ważna.