Wstajesz rano. Zbierasz kawałki siebie z podłogi, sklejasz je w coś, co choć trochę przypomina Ciebie i… zakładasz maskę.
Świat już na Ciebie czeka. A Ty wciąż nie wiesz, czy jesteś gotowy. Wychodzisz z domu, ruszasz w uliczny tłum, wsiadasz do samochodu, jedziesz do pracy.
Po drodze mija Cię masa ludzi. Uśmiechnięci, pewni siebie, niektórzy głośni, inni cisi i zamyśleni. Wyglądają, jakby wszystko mieli pod kontrolą, a ich świat był prosty i jasny. Obserwujesz ich z zazdrością.
Kobieta w płaszczu przebiega ulicę i wsiada do autobusu – ma w sobie tyle energii, której Tobie dziś brakuje. Starsza pani niesie torby pełne zakupów i uśmiecha się do kogoś, kogo nie widzisz. Złościsz się, że ona może po prostu iść na zakupy, gdy Ty masz tyle obowiązków. Kurier jadący za Tobą przyspiesza i wymija z piskiem opon. Drażni Cię jego pośpiech – jakby minuty były dla niego ważniejsze niż Twój spokój.
W tramwaju, który przemyka po drugiej stronie ulicy, siedzą ludzie zatopieni w swoich światach. Dziewczyna ze słuchawkami lekko podryguje. Chłopak z telefonem gestykuluje i śmieje się, jakby wszystko, co mówi, było ważne i oczywiste.
Dojeżdżasz do pracy. Otwierasz drzwi. Portier kiwa głową i pozdrawia wesoło, koleżanka szczebiocze radośnie, a szefowa przechodzi obok – spokojna i zdystansowana.
W tym teatrze codzienności każdy odgrywa swoją rolę. Każdy maskuje swoje słabości, lęki i wątpliwości, ukrywając niewidoczne z zewnątrz niepokoje. Ci wszyscy ludzie też noszą maski.
A co by się stało, gdyby ludzie zaczęli powoli je zdejmować?
Szefowa przyznałaby, że czasem wcale nie czuje się pewna, tylko udaje. Beztroska koleżanka pokazałaby zmęczenie i smutek, który kryje pod śmiechem. Starsza pani z zakupami opowiedziałaby o swojej walce z chorobą. Portier wyznałby, że tęskni za kimś, kogo już nie ma. Kobieta w płaszczu wypłakałaby na Twoim ramieniu ból po utracie dziecka. Kurier opowiedziałby o lękach samotnego ojca. A młodzi ludzie, którzy wydawali Ci się tacy radośni, wyjęliby z plecaków ciche troski: pierwsze poważne decyzje, strach przed samotnością, wątpliwości, czy odnajdą swoje miejsce w świecie.
Gdyby wszyscy zdjęli maski, świat byłby równocześnie piękniejszy i trudniejszy.
Piękniejszy, bo wreszcie zobaczylibyśmy prawdziwe emocje innych: ich radość, lęk, zmęczenie, wrażliwość. Byłaby w tym autentyczność, której tak często brakuje. Spotykalibyśmy się twarzą w twarz, a nie przez filtr społecznych oczekiwań.
Trudniejszy, bo prawda bywa surowa. Niektóre maski chronią: przed bólem, odrzuceniem, niezrozumieniem. Bez nich widzielibyśmy nie tylko cudze, ale i własne rany. Świat stałby się miejscem niezwykle intensywnym, wymagającym ogromnej wrażliwości i cierpliwości.
Może w tym paradoksie jest sedno: maski są ochroną, a ich zdjęcie – wyzwaniem.
Gdyby wszyscy zdjęli maski, zobaczylibyśmy, że cała ta rzeczywistość, to groteska, pełna pozorów i udawania, że wszystko jest w porządku.
A Ty? Jaką maskę nosisz? Kiedy ją zakładasz? Co by się stało, gdybyś jej nie założył?
Czy odważyłbyś się zdjąć ją – choćby na chwilę, w bezpiecznej przestrzeni?








Witaj! Twoja opinia jest ważna.