Wszyscy znamy takie historie.
Najpierw jest miłość. Potem drobne napięcia, których „nie warto rozdmuchiwać”. Ciche dni, kilka przykrych słów, niepokój, który trudno nazwać. Zazdrość. Kontrola. A potem któregoś dnia pada zdanie: „Uderzył mnie”.
I nagle wszystko staje się jasne. To już nie jest abstrakcja. Nie fikcja. To nie odległy problem. To dzieje się w domach ludzi, których znamy od lat. W życiu dziewczyn, które widzieliśmy, jak dorastają. Kobiet, które mijamy w sklepie. Mężczyzn, którzy nigdy nie powiedzą, że się boją.
Jestem bardzo wyczulona na przemoc, na krzywdę, na niesprawiedliwość. Wiele razy o tym pisałam. [możesz przeczytać o tym we wcześniejszym wpisie „Nie ma dobrego powodu”➡️https://odakapitu.com/2025/08/28/nie-ma-dobrego-powodu/] I znów wróciło – jak bumerang. Dowiedziałam się, że ktoś, kogo znam i cenię, ktoś dobry, ciepły, wrażliwy – doświadcza przemocy. To mną wstrząsnęło.
Nie mogę przestać myśleć o tym, jak absurdalny jest świat, w którym żyjemy.
Z jednej strony: pęd, postęp, technologia. Budujemy sztuczne serca i przeszczepiamy twarze. Leczymy choroby, podróżujemy w kosmos, analizujemy DNA, ratujemy wcześniaki ważące kilkaset gramów, fotografujemy czarne dziury.
A z drugiej – wciąż mentalnie tkwimy w jaskiniach.
Bo jeśli chodzi o przemoc domową?
Cisza. Szept. Przyzwolenie. Usprawiedliwianie. Udawanie, że „to nie nasza sprawa”.
Co poszło nie tak?
Jak to możliwe, że potrafimy wysłać sondę na Marsa, a nie potrafimy zatrzymać kogoś, kto podnosi rękę na partnerkę? Jak to możliwe, że wciąż słyszymy: „to ich sprawa”, „nie wtrącaj się”, „w każdym związku są kłótnie”, „na pewno przesadza”? Jak to możliwe, że trzeba tłumaczyć coś tak oczywistego – że duszenie, bicie, poniżanie, wyzywanie, zastraszanie i kontrola – to przemoc, a nie „problemy w związku”?
A przemoc nie ma usprawiedliwienia. Duszenie jest próbą odebrania życia. Bicie – przekroczeniem granic i upokorzeniem. Krzyk – zastraszaniem, którego nie przykryje żadne „przecież cię kocham”.
Nie jesteśmy już społeczeństwem jaskiniowym, prawda? A może tylko świetnie udajemy nowoczesność?
Bo dzisiejsza jaskinia nie jest z kamienia. Jaskinią są cztery ściany, w których ktoś boi się oddychać, by nie „sprowokować wybuchu”. Jaskinią jest milczenie sąsiadów. Jaskinią są dobre rady: „może on potrzebuje spokoju?”. Jaskinią jest każda chwila, w której udajemy, że nie słyszymy tego, co dzieje się po drugiej stronie drzwi.
Przemoc to nie „chwila słabości”. To strach, który odbiera oddech. To naruszenie godności i prawa do bezpieczeństwa. To zaburzenie fundamentów człowieczeństwa.
Dlatego trzeba to mówić głośno: przemoc nie jest prywatną sprawą. To przestępstwo. To krzywda. To niszczenie człowieka.
I nie można się odwracać. Nie można udawać, że „to minie”. Przemoc nie mija. Nie łagodnieje. Nie „wynika z miłości”.
Kto stosuje przemoc, nie jest „biedny” ani „zagubiony”. To ktoś, kto podejmuje decyzję: ranić. Krzywdzić. Zastraszać.
Jedyne, na co naprawdę mamy wpływ, to przerwanie ciszy. Nazwanie rzeczy po imieniu. Reagowanie. Powiedzenie: nie ma na to zgody.
Bo każde milczenie, każde „to nie moja sprawa”, każda zasłonięta zasłona, każda niewygodna prawda zamieciona pod dywan – wzmacnia przemoc. Żyjemy w świecie, który potrafi budować teleskopy widzące początek wszechświata, a jednocześnie nie potrafimy otworzyć drzwi i zapytać: „Czy wszystko w porządku?”
To się nie zmieni, jeśli będziemy milczeć.
Jeśli czytasz te słowa i doświadczasz przemocy – nie jesteś sama. Masz prawo do bezpieczeństwa, spokoju, godności. Masz prawo odejść. Masz prawo powiedzieć „stop”. Masz prawo szukać pomocy. Są ludzie, którzy Cię wysłuchają. Są miejsca, w których otrzymasz wsparcie.
Jeśli czytasz te słowa, chcę, żebyś poczuła, że symbolicznie trzymam Cię za rękę. Jesteś ważna. Twoje życie ma wartość. Twoje emocje mają znaczenie.
Nie wstydź się prosić o pomoc. Nie wstydź się odejść od tego, kto Cię krzywdzi. Przemoc to przemoc – i nigdy, przenigdy, nie jest Twoją winą.
Żyjemy w czasach, w których potrafimy tworzyć cuda. Czas więc stworzyć jeszcze jeden – świat, w którym nikt nie musi się bać we własnym domu.
Przemoc wydarza się w ciemności nie dlatego, że ludzie są źli. Wydarza się w ciemności dlatego, że nikt nie zapala światła. Bo przemoc nie kończy się sama. Nigdy. Kończy się dopiero wtedy, gdy ktoś ją nazwie. Gdy ktoś przestaje milczeć. Gdy ktoś wybiera światło zamiast ciemności. I może właśnie tym światłem możesz być Ty. Albo ja. Albo każdy, kto nie odwróci wzroku.
Żyjemy w XXI wieku. Potrafimy leczyć choroby, uznawane kiedyś za wyrok. Potrafimy wysyłać ludzi w kosmos, budować sztuczne organy, drukować protezy w 3D, tworzyć technologie, które jeszcze dekadę temu wydawały się fantastyką naukową. A jednak w tym samym czasie, tuż obok nas, za zamkniętymi drzwiami, ktoś nadal drży ze strachu przed osobą, która powinna go kochać.
To nie jest postęp. To rozdwojenie rzeczywistości.
I to się nie zmieni samo. Przemoc nie wyparuje z powietrza. Nie odejdzie dlatego, że ktoś przeprosił, obiecał, popłakał się.
To się zmieni dopiero wtedy, gdy przestaniemy milczeć. Gdy każde „słyszałam”, „widzę Cię”, „wierzę Ci”, „nie jesteś sama” stanie się ważniejsze niż niewygoda, strach czy „święty spokój”.
Każde takie słowo może przerwać krąg przemocy. Może uratować czyjeś życie, czyjeś poczucie własnej wartości, czyjąś przyszłość.
I to właśnie my – ludzie żyjący w świecie laserów, rakiet, terapii genowych i sztucznej inteligencji – możemy zatrzymać coś, co istnieje tylko dlatego, że pozwala na to cisza.
To absurd, że potrafimy patrzeć w głąb kosmosu, a wciąż zbyt rzadko patrzymy w głąb ludzkiego cierpienia. Ale to absurd, który możemy zakończyć.
Nie od jutra. Nie od następnego kryzysu. Tylko od teraz. Bo każda reakcja, każdy gest, każde „to nie jest w porządku” – jest światłem. A światło zawsze wygrywa z ciemnością.








Witaj! Twoja opinia jest ważna.