Przed definicją

Przed definicją

Był czas, kiedy nie wszystko domagało się słów. Emocje przychodziły i odchodziły bez potrzeby, by je zatrzymać, rozkładać na części, sprawdzać ich sens. Nie trzeba było ich rozumieć do końca. Nie były jeszcze treścią, nie domagały się formy.

Pamiętam ten stan jako coś bardzo kruchego, a jednocześnie zaskakująco pełnego. Jakby świat był bliżej, a ja mniej oddzielona od tego, co we mnie porusza. Bez potrzeby, by cokolwiek nazywać, przypisywać, zapamiętywać. Było w tym dużo zgody na niejasność, na brak konkluzji.

Dziś wiem więcej. Umiem nazwać emocje, odróżnić jedno od drugiego, przypisać im sens, kontekst, historię. Potrafię je uporządkować, zapisać, osadzić w zdaniu. Słowa są pod ręką – zawsze gotowe, zawsze precyzyjne. Czasem aż zbyt gotowe. Jakby czekały, żeby wejść pierwsze.

I chociaż ta umiejętność daje poczucie sprawczości, to coraz częściej towarzyszy mi wrażenie, że im więcej wiem, tym mniej zostaje miejsca na to, co nieokreślone. Na to, co nie mieści się w definicjach. Co nie chce zostać nazwane ani zrozumiane do końca. Jakby język, zamiast pomagać, zaczynał delikatnie zasłaniać doświadczenie.

Tęsknię za stanem sprzed definicji. Za momentem, w którym coś się tylko czuło – bez sprawdzania, czy to już „to”, czy jeszcze nie. Za emocją, która nie musiała być poprawna, sensowna ani domknięta. Za napięciem, które nie prowadziło do wniosku, tylko trwało – zawieszone, niedopowiedziane.

Nienazwane było lżejsze. Nie dlatego, że prostsze, ale dlatego, że nie musiało być niczyje. Nie było jeszcze doświadczeniem, które można opowiedzieć, ani wspomnieniem, które da się uporządkować. Nie było tekstem. Było po prostu obecnością – czymś, co istnieje, zanim pojawi się potrzeba, by to uchwycić.

Dziś słowa często przychodzą pierwsze. Zanim zdążę naprawdę poczuć, już wiem, jak to opisać. Jakby język wyprzedzał doświadczenie i odbierał mu oddech, zanim zdąży się w pełni wydarzyć. Jakby między mną a tym, co czuję, natychmiast pojawiała się warstwa interpretacji.

Zauważam to szczególnie w chwilach, które mogłyby pozostać proste. W krótkich momentach poruszenia, niepokoju, czułości. Zamiast pozwolić im być, od razu próbuję je zrozumieć, nazwać, zapisać w pamięci – jakby istniały dopiero wtedy, gdy da się je opowiedzieć.

Nie chcę przestać pisać. Nie chcę rezygnować ze słów ani z języka, który tyle mi dał. Chcę tylko pamiętać, że nie wszystko, co ważne, musi stać się zdaniem. Że nie każda emocja potrzebuje interpretacji, a nie każda obecność – formy.

Czasem największa bliskość wydarza się przed akapitem. W miejscu, które jeszcze nie ma nazwy. I może właśnie tam warto czasem zostać – chwilę dłużej, zanim pojawią się słowa.

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.