W ten weekend postanowiłam zrobić coś, co każdy robi rzadko, a powinien zdecydowanie częściej: zajrzeć do internetu bez scrollowania na autopilocie, bez „jeszcze jednego filmiku”, bez wpadania w czarną dziurę algorytmów. Zamiast tego – patrzeć uważnie, jakby internet był wystawą, a nie taśmociągiem treści. Efekt? Zamiast spokoju – prawdziwa zupa trendów. Gęsta, wieloskładnikowa, pachnąca inspiracją, ale też lekko przypalona sprzecznościami.
Na jednym biegunie króluje medytacja. Instruktorzy mówią spokojnym, aksamitnym głosem: „Wyłącz głowę, poczuj ciszę, oddychaj”. Na filmach wszystko wygląda idealnie: słońce wpada przez okno, przestrzeń jest minimalistyczna, uśmiech naturalny, myśl – żadna. A w realnym życiu? Telefon co chwilę wyświetla powiadomienia, pranie czeka na złożenie, lodówka przypomina o brakach w zapasach, a w głowie pojawia się lista rzeczy do zrobienia – faktura, mail, kurier, „czy ja zamknęłam auto?”.
Na drugim biegunie mamy totalną presję działania. Diety, smoothie, wyzwania 30-dniowe, tabaty… Internet mówi: „Musisz ćwiczyć, jeść idealnie, pracować nad sobą codziennie, być produktywna i uważna jednocześnie”. W tym czasie ja zastanawiam się, czy wczorajsza pizza to jeszcze cheat meal, czy już symbol życiowego realizmu. Ciągła akcja i ambicja tego bieguna nie do końca wiedzą, co zrobić z ciszą medytacji.
A to dopiero początek, bo im dalej w ten internetowy las, tym więcej kontrastów.
Weźmy diety. Jedna mówi: jedz węglowodany, bo bez nich mózg nie działa. Druga zakazuje ich jak największego zła współczesności. Jedna każe zaczynać dzień od owsianki, druga ostrzega, że to cukrowa bomba. A na końcu pojawia się mądry pan w okularach z wykresem, który spokojnym tonem oznajmia, że smoothie wcale nie są takie zdrowe i mogą szkodzić układowi pokarmowemu. Nagle banan z jarmużem przestaje być niewinną przekąską, a zaczyna być moralnym dylematem.
Jest też ciałopozytywność, stojąca w kontrze do niekończących się „przed i po”. Z jednej strony słyszymy: „Kochaj swoje ciało, takie, jakie jest”. Z drugiej: „Popraw je, bo zawsze można lepiej”. Spróbuj tu człowieku zachować zdrowy rozsądek, kiedy jedno konto mówi, że nie musisz nic zmieniać, a drugie – że bez zmiany nie ma rozwoju.
Do tego dochodzi kult produktywności. Wstawaj o piątej rano. Pij wodę z cytryną. Pisz cele. Realizuj marzenia. A zaraz obok ktoś przypomina: zwolnij, odpocznij, nie musisz być wydajna cały czas. Jedni mówią: „Dzień bez planu to dzień stracony”, inni: „Najlepsze rzeczy dzieją się spontanicznie”. I tak próbujemy być jednocześnie zdyscyplinowani i totalnie wyluzowani.
I właśnie tak wygląda internetowa rzeczywistość: zbiór sprzecznych komunikatów, które każdy podaje z pełnym przekonaniem. Z jednej strony guru w ciszy, z drugiej trener tabaty z motywującym hasłem, dalej dietetyk, psycholog, coach i influencerka od porannej rutyny. A pomiędzy nimi my – zwykli ludzie w domowych dresach, próbujący odnaleźć własny rytm.
W tej całej „zupie trendów” jest jednak dobra wiadomość: nikt nie każe nam zjeść wszystkiego naraz. Możemy dobierać składniki po swojemu. Nie trzeba ślepo kopiować internetu, włączać timerów, robić dziesięciu asan na minutę ani liczyć kalorii w każdej porcji. Wystarczy wziąć to, co faktycznie działa, i zostawić resztę na później – albo wcale.
Paradoks polega na tym, że im bardziej staramy się robić wszystko dobrze, tym trudniej w ogóle to ogarnąć. Nie chodzi o totalne wyciszenie ani o bycie hiperaktywną i „produktywną” w każdym calu. Chodzi o równowagę – znalezienie własnej wersji trendów, gdzieś między ciszą a ruchem, inspiracją a codziennością.
W tej mieszance każdy składnik może wyglądać inaczej. Cisza? Może być pięć minut między kawą a praniem. Tabata? Kilka przysiadów przy kanapie. Dieta? Trójkąt pizzy pepperoni też się liczy, jeśli daje przyjemność i nie jest powodem do wyrzutów sumienia.
Internet zawsze będzie pełen porad, wyzwań i gotowych przepisów na „lepsze życie”. Ale to w domu, we własnej kuchni codzienności, można ugotować swoją zupę trendów. Nieidealną, czasem za gęstą, czasem zbyt pikantną – za to prawdziwą. I z humorem, który pomaga ją spokojnie strawić. Nie musisz jeść wszystkich trendów naraz – wybierz te, które pasują do Twojego życia, i przyrządź z nich swoją własną zupę. Dodaj szczyptę tego, co lubisz najbardziej – w końcu to Twoje życie i Twój smak.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.