O naturze zła

O naturze zła

Ten tekst nie powstał z chłodnej ciekawości intelektualnej ani z lektury podręcznika psychologii. Powstał z obserwacji wydarzeń ostatnich tygodni i z narastającego we mnie poczucia niepokoju. Z dokumentów, akt, zeznań, które przez lata pozostawały zamknięte.

I z ciszy. Z ciszy, która im towarzyszyła.

Z liczby ludzi, instytucji i całych systemów, które przez lata „nie widziały”, „nie reagowały”. Które były obok. Które patrzyły, ale nie zadawały pytań. Które wykonywały swoje role, swoje procedury, swoje obowiązki – dzień po dniu – i milczały.

W pewnym momencie pytanie przestało dotyczyć pojedynczych nazwisk. Przestało dotyczyć jednego człowieka i jego zbrodni. Zaczęło dotyczyć czegoś znacznie bardziej niepokojącego: jak to możliwe, że tak wiele osób było tak blisko i przez tak długi czas nic nie zrobiło?

I wtedy pojawiło się pytanie o naturę zła. Nie tego spektakularnego, które łatwo potępić. Nie zła, które krzyczy i zostawia ślady. Tylko zła cichego. Rozłożonego w czasie. Normalizowanego. Wtopionego w codzienność. Zła, które rzadko zaczyna się od przemocy. Częściej zaczyna się od posłuszeństwa. Od milczenia. Od odsuwania odpowiedzialności. Od myśli: „to nie moja sprawa”, „ktoś inny się tym zajmie”, „takie są procedury”.

Jeśli zło potrafi być ciche, rozproszone i ukryte w systemach, to jak ono właściwie wygląda na samym początku? I co musi się wydarzyć, żeby zwykły człowiek przestał reagować?

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, warto przypomnieć eksperyment, który powstał z podobnego niepokoju. Nie z potrzeby sensacji, lecz z próby zrozumienia, jak zwykli ludzie mogą uczestniczyć w cudzym cierpieniu.

Na początku lat 60. XX wieku psycholog Stanley Milgram postawił pytanie, które po II wojnie światowej wisiało w powietrzu: czy okrucieństwo jest cechą jednostek, czy raczej efektem sytuacji, w których się znajdują?

Milgram nie szukał „złych ludzi”. Szukał przeciętnych. Takich jak my. Ludzi, którzy mają pracę, rodzinę, poczucie moralności. Ludzi, którzy myślą o sobie: „ja bym czegoś takiego nie zrobił”.

Eksperyment był prosty w formie, a przerażający w skutkach. Uczestnicy wierzyli, że biorą udział w badaniu nad pamięcią i uczeniem. Ich zadaniem było zadawanie pytań „uczniowi” i karanie go za każdy błąd, podając mu coraz silniejszy impuls elektryczny – od lekkiego dyskomfortu do poziomów opisanych jako „niebezpieczeństwo dla życia”.

Po drugiej stronie zasłony był człowiek. Słychać było jego głos. Najpierw protesty. Potem krzyki bólu i błagania o przerwanie. A w końcu – ciszę.

Obok uczestnika siedział eksperymentator. Spokojny. Rzeczowy. W białym fartuchu. Gdy uczestnik się wahał, słyszał krótkie komunikaty: „Proszę kontynuować”. „Eksperyment wymaga, aby pan/pani kontynuował/a”. „Nie ponosi pan/pani odpowiedzialności”.

Większość uczestników była wyraźnie rozdarta. Drżały im ręce. Pocili się. Śmiali nerwowo. Prosili o zakończenie badania. A mimo to – w większości przypadków – naciskali kolejny przycisk.

W klasycznym eksperymencie Milgrama 65 procent osób dotarło do najwyższego poziomu napięcia.

Szokujące nie było okrucieństwo. Szokująca była normalność. Brak fanatyzmu. Brak nienawiści. Brak sadystycznej motywacji. Tylko posłuszeństwo. Tylko wykonywanie poleceń. Tylko przekonanie, że odpowiedzialność leży gdzie indziej.

Milgram nie udowodnił, że ludzie są źli. Udowodnił coś znacznie bardziej niepokojącego: że zło nie zawsze potrzebuje złych intencji. I właśnie w tym miejscu ten eksperyment przestaje być historią sprzed sześćdziesięciu lat, a zaczyna być lustrem.

W tym lustrze nie widzimy potworów. Widzimy siebie.

Mechanizm był prosty, a zarazem okrutny. Krok po kroku odbierał uczestnikom poczucie sprawczości. Psychologia społeczna opisuje kilka elementów tego procesu:

  • Autorytet – spokojny, kompetentny, w białym fartuchu. Ktoś, komu „wypada” zaufać. W jego obecności własne wątpliwości zaczynały brzmieć jak przesada.
  • Rozproszenie odpowiedzialności – „ja nie krzywdzę, tylko wykonuję procedurę. Decyzja należy do kogoś innego”.
  • Stopniowanie działań – nikt nie zaczynał od najwyższego napięcia. Każdy kolejny krok był tylko trochę gorszy od poprzedniego. Granica przesuwała się tak wolno, że trudno wskazać moment jej przekroczenia.
  • Dystans do ofiary – człowiek po drugiej stronie nie jest twarzą, tylko głosem. Krzykiem. Dźwiękiem. Łatwiej skrzywdzić kogoś, kogo się nie widzi.
  • Racjonalizacja – „to dla nauki”, „to tylko eksperyment”, „gdyby to było naprawdę złe, ktoś by to przerwał”.

Ten schemat nie jest abstrakcyjny. Każdy z jego elementów jest nam znajomy.

Zło często pojawia się tam, gdzie wszystko działa. Gdzie są procedury, regulaminy i hierarchie. W instytucjach, w których krzywda jest rozłożona na etapy i role. Każdy robi „tylko swój fragment”. Każdy widzi tylko wycinek. Nikt nie czuje się odpowiedzialny za całość.

Dlatego tak wielu może uważać się za moralnych, porządnych, niewinnych.

I dlatego sprawy takie jak ta, którą obserwujemy dziś, nie są historią o jednym człowieku. Są historią o otoczeniu, które zbyt długo nie reagowało. O ludziach, którzy widzieli sygnały ostrzegawcze, ale nie uznali ich za swój problem. O instytucjach, które działały proceduralnie – i zawiodły moralnie.

Trzeba powiedzieć jasno: Milgram nie tłumaczy świadomego, planowanego zła.

Ludzie, którzy krzywdzili dzieci, wiedzieli, co robią. Robili to, bo mogli. Bo byli bezkarni. Bo nie mieli granic.

Psychologia pokazuje mechanizmy, które umożliwiają takie zachowanie. Albert Bandura nazwał to moralnym odłączeniem – wyłączeniem poczucia winy wobec wybranej grupy, dehumanizacją ofiar, minimalizowaniem szkodliwości i racjonalizacją własnych działań.

Edwin Sutherland opisywał podobny proces w koncepcji przestępczości elit – sytuacji, w której osoby wpływowe redefiniują normy moralne i prawne tak, by były „elastyczne”, a systemy, które mają je kontrolować, stają się częścią tej elastyczności.

Diane Vaughan wprowadziła pojęcie normalizacji dewiacji – procesu, w którym rzeczy ewidentnie złe stają się codziennością, jeśli nikt ich nie karze i jeśli są ukryte za prestiżem, sukcesem lub procedurą.

To nie są abstrakcyjne teorie z podręczników. To opisy tego, jak działa rzeczywistość, gdy nikt nie mówi „stop”.

Milgram nie tłumaczy sprawców. Tłumaczy warunki, w których sprawcy mogą działać bez przeszkód. A zło, które ma czas, władzę i bezkarność, nie potrzebuje impulsu . Ono się rozwija.

I nie dzieje się tylko w wielkich historiach. Dzieje się także w codzienności. W pracy, gdy wykonujesz polecenie, które budzi w Tobie opór, ale mówisz sobie: „to nie moja decyzja”. W grupie, gdy milczysz, bo nie chcesz się wychylać. W sytuacjach, w których coś jest „nie w porządku”, ale jeszcze nie na tyle, by zareagować.

Małe decyzje. Małe ustępstwa. Małe przesunięcia granicy.

Eksperyment Milgrama uczy, że moralność nie jest stała. Jest wrażliwa na kontekst, presję i autorytet.

Ale sprawcy, którzy mają władzę i bezkarność, nie potrzebują presji. Mają czas, środki i system, który ich chroni. Oni wiedzą, co robią. I wiedzą, że nic im nie grozi.

Zło rzadko zaczyna się tam, gdzie myślimy, że byśmy się zatrzymali. Częściej zaczyna się wcześniej. Ciszej. Wtedy, gdy nam się wydaje, że mamy nad nim kontrolę.

Skoro tak łatwo przestajemy reagować, skąd pewność, że rozpoznałbyś ten moment u siebie?

Tekst powstał pod wpływem sprawy Jeffreya Epsteina, ale nie jest analizą tej konkretnej historii ani oskarżeniem konkretnych osób. Dotyczy mechanizmów psychologicznych i społecznych, które umożliwiają długotrwałe istnienie zła w różnych systemach.

2 odpowiedzi na “O naturze zła”

  1. Awatar Michal R.
    Michal R.

    Na ogół robią to osoby które znamy. Orientują się w sytuacji. Umieją czytać innych. Wykazują chęci które trudno uzasadnić. Niekiedy infekują swoją osobą, a czasami wykorzystują element zaskoczenia. Osobie postawionej w takiej sytuacji trudno odmówić. Nawet jakby sprawa wyszła na jaw to przecież nikt nie da wiary w opowieści o zdarzeniu.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Masz rację – sprawcy to często osoby, które znamy. Twój komentarz dobrze pokazuje, że mechanizmy zła, o których pisałam, nie są czymś odległym ani abstrakcyjnym – działają w codziennych relacjach. Sprawca jest blisko, budzi zaufanie i potrafi wykorzystać moment. Czasem wystarczy milczenie otoczenia, brak reakcji albo przekonanie, że ktoś ma szczególną pozycję czy prawo do działania. W takiej atmosferze nawet gdy czujemy, że coś jest nie w porządku, pojawia się wahanie, niepewność, paraliż, a sprzeciw przychodzi z trudem.

      Polubione przez 1 osoba

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

2 odpowiedzi na “O naturze zła”

  1. Awatar Michal R.
    Michal R.

    Na ogół robią to osoby które znamy. Orientują się w sytuacji. Umieją czytać innych. Wykazują chęci które trudno uzasadnić. Niekiedy infekują swoją osobą, a czasami wykorzystują element zaskoczenia. Osobie postawionej w takiej sytuacji trudno odmówić. Nawet jakby sprawa wyszła na jaw to przecież nikt nie da wiary w opowieści o zdarzeniu.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Masz rację – sprawcy to często osoby, które znamy. Twój komentarz dobrze pokazuje, że mechanizmy zła, o których pisałam, nie są czymś odległym ani abstrakcyjnym – działają w codziennych relacjach. Sprawca jest blisko, budzi zaufanie i potrafi wykorzystać moment. Czasem wystarczy milczenie otoczenia, brak reakcji albo przekonanie, że ktoś ma szczególną pozycję czy prawo do działania. W takiej atmosferze nawet gdy czujemy, że coś jest nie w porządku, pojawia się wahanie, niepewność, paraliż, a sprzeciw przychodzi z trudem.

      Polubione przez 1 osoba

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.