Kurwa.
Jeśli to słowo Cię oburza. Jeśli coś w Tobie się spina. Jeśli pojawia się impuls, żeby zamknąć stronę albo pomyśleć: „nie będę tego czytać” – zatrzymaj się sekundę. Właśnie o ten moment chodzi. O ten odruch. O to, jak szybko jedno słowo potrafi uruchomić w nas osąd. Jakby ktoś naruszył porządek. Jakby przekroczył granicę, której istnienia zwykle nie kwestionujemy.
To tylko słowo. A jednak wystarczy, by część czytelników uznała, że „dalej nie czytam”. Jakby moralność tekstu dało się ocenić po pierwszym wyrazie. Jakby forma była ważniejsza niż treść. Jakby estetyka była równoznaczna z przyzwoitością.
Jesteśmy bardzo czuli na przekleństwa. Wyostrzeni. Gotowi do reakcji. Znacznie mniej czuli na ton. Na intencję. Na przemoc, która nie potrzebuje wulgaryzmów, bo świetnie radzi sobie bez nich.
Natrafiłam ostatnio w sieci na filmik. Fast food. Plastikowe stoliki przykręcone do podłogi. Starsza kobieta siedzi przy jednym z nich. Za nią druga. Podobno ją potrąciła. Może delikatnie. Może wcale. Kamera tego nie pokazuje. To już nie ma znaczenia.
Starsza odwraca się i zaczyna mówić. Nie krzyczy od razu. Najpierw ton jest pouczający. O kulturze. O zasadach. O tym, że „jak się przyjechało, to trzeba się nauczyć”. O tym, że „u nas” tak się nie robi. Pada informacja o ukraińskim pochodzeniu drugiej kobiety. Jak argument ostateczny. Pada sugestia powrotu. Wszystko brzmi poprawnie. Składnie. Bezbłędnie.
Nie pada ani jedno przekleństwo.
A jednak coś zaczyna gęstnieć. Bo każde z tych zdań ustawia ją wyżej. Każde słowo buduje mur. Ona jest „stąd”. Ona wie. Ona ma prawo pouczać. Ta druga milczy. I to milczenie tylko bardziej ją nakręca. Jakby brak odpowiedzi był dowodem winy. Jakby cisza była potwierdzeniem, że hierarchia została trafnie rozpoznana.
Najbardziej przeraża mnie to, że ta kobieta naprawdę wierzy, że stoi po stronie kultury. Że robi coś słusznego. Że broni porządku. Że to ona stoi po stronie cywilizacji, a ta druga jest problemem.
Uwielbiamy słowo „kultura”. Jest miękkie. Bezpieczne. Eleganckie. Można się nim osłonić. Można nim uderzyć, nie brudząc sobie rąk. „Proszę się kulturalnie zachowywać”, często nie znaczy nic innego niż: proszę pamiętać, gdzie jest Pani miejsce. Proszę nie zapominać, kto tu jest u siebie. Kto jest lepszy.
Przypomina mi się scena z filmu Kabaret. Ogródek piwny, lato, zwyczajny dzień. Chłopak wstaje i zaczyna śpiewać. Ma czysty, niemal dziecięcy głos. Piosenka o jelonku, o zielonych łąkach, o słońcu, o beztroskiej przyszłości. Melodia jest piękna. Ludzie się uśmiechają. Ktoś zaczyna nucić.
Kamera powoli odsłania, że chłopak ma na sobie mundur Hitlerjugend.
Kolejne osoby dołączają do śpiewu. Twarze poważnieją. Coś, co zaczęło się jak niewinna pieśń, zamienia się w manifest. Nie ma tam wulgaryzmów. Nie ma krzyku. Jest za to wspólnota. Wspólnota zbudowana na wykluczeniu. Przyszłość, która „należy do nas”. Do właściwych. Do czystych. Do wybranych. Melodia wciąż trwa, ale nie da się jej już słuchać tak samo.
Nagle dostrzegamy, jak łatwo estetyka przykrywa ideologię. Jak czysty język potrafi nieść brudne treści. Jak kultura może się stać narzędziem przemocy, jeśli przestaje pytać, a zaczyna oceniać.
Nie boimy się wulgaryzmów. Boimy się chaosu, który narusza nasz estetyczny porządek. Brzydkie słowo łatwo wskazać palcem. Można je potępić. Podkreślić na czerwono. Odetchnąć z ulgą: „ja bym tak nie powiedział”.
Znacznie trudniej przyznać, że pogarda może mówić poprawną polszczyzną. Że wykluczenie bywa gramatycznie bez zarzutu. Że moralna wyższość nie potrzebuje „kurwy”, żeby zostawić po sobie spustoszenie.
Nie bronię wulgaryzmów. Nie idealizuję ich. Wiem, że potrafią ranić. Wiem, że nadużywane zubożają język. Ale coraz częściej mam wrażenie, że zrobiliśmy z nich wygodnego wroga. Bo kiedy skupiamy się na brzmieniu, nie musimy patrzeć głębiej. Nie musimy sprawdzać, czy sami nie budujemy małych murów z poprawnych zdań. Nie musimy zaglądać pod własny ton.
Coraz częściej myślę, że nasze oburzenie jest wybiórcze. Że bezpieczniej potępić brzydkie słowo niż przyjrzeć się własnym uprzedzeniom. Że łatwiej oburzyć się na język niż na intencję.
Bo kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Kto nigdy nie wykluczał półżartem. Kto nigdy nie poczuł tej cichej satysfakcji, że jest „bardziej stąd”, „lepiej wychowany”, „na wyższym poziomie”.
Prawdziwy test kultury nie zaczyna się przy słowniku. Zaczyna się przy lustrze.
Kultura to nie brak wulgaryzmów, tylko brak pogardy. Przyzwoitość to nie czysta dykcja, tylko czyste intencje. Największe zło w historii nie krzyczało przekleństw. Mówiło spokojnie: „porządek”, „tradycja”, „przyszłość”.
Wracając więc do tej „kurwy” z początku tekstu – czy naprawdę ona jest problemem? Czy naprawdę przekleństwa są granicą kultury?
A może granica przebiega zupełnie gdzie indziej – tam, gdzie język zaczyna służyć do poniżania, wykluczenia i budowania poczucia wyższości. Tam, gdzie mówimy „ładnie”, ale myślimy okrutnie. Tam, gdzie czujemy się lepsi tylko dlatego, że potrafimy ubrać pogardę w akceptowalne słowa.
Można mówić „ładnie” i ranić. Można nie przeklinać ani razu i być brutalnym. Można wymagać kultury, nie mając jej za grosz. I można też – czasem – użyć brzydkiego słowa, nie odbierając nikomu godności.
Zaczęłam od „kurwy” nie po to, żeby epatować. Zaczęłam od niej po to, żeby zapytać, co naprawdę nas gorszy.
A jeśli oburzyła Cię „kurwa” z pierwszego zdania, spróbuj zrobić coś trudniejszego niż zamknąć stronę. Spróbuj przypomnieć sobie moment, w którym mówiłeś spokojnie, poprawnie, kulturalnie – a ktoś po drugiej stronie malał.
Przekleństwo łatwo usunąć z tekstu. Pogardę z siebie – znacznie trudniej.
Jedna odpowiedź na “Piosenka o jelonku, czyli co nas oburza”
-
Romans z B. trwał w najlepsze. Którejś wiosny otrzymaliśmy zaproszenie na jej ciotki urodziny. Sobotnie popołudnie zeszło na porządkach. W kuchni trwały ostatnie przygotowania. Do przybycia gości zostało parę godzin. Wówczas miały miejsce pierwsze starcia. To pierwsze o łazienkę byłem w stanie pojąć. W tamtym miejscu zawsze traci się poczucie czasu. To drugie dotyczyło kwestii modowych. B. chcąc uniknąć eskalacji zrezygnowała z żakietu oraz spodni na rzecz sukienki.
PolubieniePolubione przez 1 osoba








Witaj! Twoja opinia jest ważna.