Bierzesz telefon do ręki. Tylko na chwilę.
Coś się wyświetla – obrazek, krótki film, czyjeś zdanie. Przewijasz dalej. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Nie wymaga to wysiłku. Nie trzeba się angażować. Nie trzeba niczego zaczynać od siebie. Wszystko już jest – gotowe, ułożone tak, żeby przykuć uwagę.
Każdy ruch palca coś przynosi. Nowy obraz, nową informację, krótką emocję. Coś, co pojawia się błyskawicznie i równie szybko znika. Ustępuje miejsca kolejnemu. Nie ma przerw, nie ma pustych miejsc. Nie ma czekania. Nie ma momentu, w którym trzeba by się zatrzymać i pomyśleć, co dalej.
Z czasem ten rytm wydaje Ci się naturalny. Przyzwyczajasz się, że coś pojawia się dokładnie wtedy, kiedy tego chcesz. Że zawsze jest coś następnego. Że nie trzeba czekać ani się angażować, by poczuć uczestnictwo.
A potem odkładasz telefon. I jesteś tu.
W zwykłym dniu, który nie ma w sobie nic szczególnego. Nic nie pojawia się samo. Jeśli coś ma się wydarzyć, trzeba to zacząć. Rozmowa nie wyświetla się na ekranie – trzeba ją podjąć. Czasem ją podtrzymać. Czasem wytrzymać ciszę. Bliskość nie przychodzi w gotowej formie. Nie ma podpowiedzi ani skrótów. Nie ma natychmiastowej reakcji. Trzeba być – nawet wtedy, kiedy nic się nie dzieje.
W realnym życiu wiele rzeczy jest zwyczajnych. Powtarzalnych. Niewyraźnych. Często trzeba poczekać, zanim coś się wydarzy. A czasem nie wydarza się nic szczególnego.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się trudność.
Bo tam wszystko przychodziło od razu.
Tu trzeba poczekać.
Tam każda sekunda czymś się wypełniała.
Tu pojawia się cisza, powtarzalność, zwykłość.
Tam wystarczył drobny gest, żeby coś poczuć.
Tu trzeba się zaangażować, by cokolwiek się wydarzyło.
Łatwo uznać, że to drugie jest gorsze. Mniej ciekawe. Mniej warte uwagi. Nie dlatego, że takie jest. Tylko dlatego, że nie działa w ten sam sposób.
Z czasem zmienia się coś jeszcze – zmieniamy się my. A dokładniej to, czego zaczynamy oczekiwać. Przyzwyczajamy się, że coś powinno przychodzić szybko. Że powinno być wyraźne, intensywne, zajmujące. Że jeśli coś nie przyciąga od razu, to znaczy, że nie jest warte uwagi.
Rzeczywistość nie działa według tych zasad. Nie podsuwa gotowych emocji. Nie reaguje na każde nasze „kliknięcie”. Nie stara się nas zatrzymać za wszelką cenę. Trzeba przy niej zatrzymać się samemu.
Coraz częściej wydaje się, że gdzie indziej jest więcej.
Więcej życia, więcej emocji, więcej sensu.
A to „gdzie indziej”… cały czas trzymasz w dłoni.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.