„Nie wyglądasz na swój wiek” – mówimy z zachwytem.
„Pięknie się starzejesz” – nie mówimy prawie nigdy.
To ciekawe, jak bardzo jedno zdanie brzmi jak komplement, a drugie jak coś niezręcznego – prawie niestosownego. A przecież oba mówią o tym samym: o czasie, który mija, i o człowieku, który się w nim zmienia.
Tyle że w pierwszym przypadku próbujemy czas unieważnić. W drugim – uznać jego obecność.
Żyjemy w kulturze, która nie tyle kocha młodość, ile boi się jej utraty. Dlatego komplement dziś nie polega na tym, że ktoś dobrze wygląda na swój wiek, tylko że wygląda młodziej. To subtelna różnica, ale niesie ze sobą bardzo konkretny komunikat: wartością nie jest to, kim jesteś teraz, tylko to, jak bardzo przypominasz wcześniejszą wersję siebie.
Dlatego tak dobrze się w tym komplemencie czujemy – bo przez chwilę dostajemy zgodę, żeby nie iść dalej. Żeby zostać trochę „wcześniej”.
Starzenie nie ma dziś dobrej narracji. Nie opowiada się o nim jak o procesie, który coś daje – raczej jak o czymś, co trzeba zatrzymać, ukryć albo przynajmniej opóźnić. Zmarszczki się wygładza, siwe włosy maskuje, a słowo „wiek” obrasta w eufemizmy. Jakbyśmy wszyscy uczestniczyli w cichym porozumieniu, że najlepiej będzie udawać, że to się właściwie nie dzieje.
A jednak się dzieje.
Każdego dnia – niezależnie od tego, czy mamy na to język, czy nie.
I właśnie dlatego zdanie „pięknie się starzejesz” brzmi tak obco – bo wymaga zgody na coś, na co rzadko się zgadzamy. Wymaga uznania, że zmiana nie jest porażką. Że czas nie musi być przeciwnikiem. Może nawet więcej – że potrafi coś dać.
Bo przecież są twarze, które z wiekiem nabierają wyrazu. Są spojrzenia, które stają się spokojniejsze. Są ludzie, w których pojawia się jakaś miękkość, której wcześniej nie było. Tyle że nie nauczyliśmy się jeszcze tego nazywać językiem zachwytu.
Łatwiej powiedzieć: „w ogóle się nie zmieniłaś”.
Trudniej: „zmieniłaś się – i jest w tym coś pięknego”.
Bo to wymaga odwagi – zobaczyć zmianę i nie uznać jej za stratę.
Nie chodzi o to, że nie potrafimy doceniać dojrzałości. Po prostu nie mamy dla niej słów. A bez słów trudno coś zobaczyć naprawdę.
Dlatego wciąż wybieramy komplementy, które zaprzeczają rzeczywistości, zamiast tych, które próbują ją oswoić.
Może bardziej niż starości boimy się tego, że ktoś ją w nas zobaczy i nazwie?







Witaj! Twoja opinia jest ważna.