Dzisiaj nie będzie tekstu. Tak postanowiłam. Nie każdy dzień wymaga specjalnej oprawy. Świat i bez mojego komentarza jakoś sobie poradzi. Właściwie radził sobie całkiem długo, zanim zaczęłam codziennie zaglądać do kalendarza i sprawdzać, czym tym razem mam się przejąć. A świat ma wystarczająco dużo problemów. Wojny, kryzysy, gospodarka, klimat. Ludzie nie mogą się dogadać w sprawach naprawdę ważnych, a ja mam dzisiaj pisać o Dniu Całowania Chłopaków w Usta.
Właściwie ciekawe, czy chłopaki w ogóle wiedzą, że mają swój dzień. Mój na przykład mógłby nie wiedzieć. Chociaż nie mam pojęcia, co by zrobił, gdybym powiedziała:
– Słuchaj, dzisiaj jest Dzień Całowania Chłopaków w Usta.
Podejrzewam, że najpierw zapytałby, kto to wymyślił. I tu pojawia się problem, bo ja też nie wiem. Mogłabym sprawdzić i tu napisać. Ale przecież miało nie być tekstu. Więc nie sprawdzam. I proszę bardzo. Pierwsza zasada zachowana.
Zresztą może lepiej nie wiedzieć. Człowiek całe życie funkcjonuje z pewną liczbą pytań bez odpowiedzi i jakoś żyje. Na przykład dlaczego skarpetki z pralki wychodzą pojedynczo. Albo dlaczego zawsze, kiedy człowiek ma tylko szybko coś załatwić, spotyka kogoś, z kim nie widział się od siedmiu lat i nagle musi odbyć pełną rozmowę o życiu.
– Co u ciebie?
To jest jedno z najbardziej niebezpiecznych pytań w języku polskim. Bo jeśli odpowiesz „dobrze”, rozmowa może się skończyć. Ale jeśli powiesz prawdę, właśnie otworzyłeś drzwi do piętnastominutowej historii, której wcale nie planowałeś opowiadać.
Z drugiej strony człowiek chyba lubi opowiadać. Gdyby nie lubił, nie byłoby internetu. Internet zresztą jest ciekawym miejscem. Wczoraj przekonałam się o tym po raz kolejny, kiedy wciągnęłam się w dyskusję, w którą wcale nie zamierzałam się wciągać. Zaczęło się od jednego komentarza. Potem pojawił się drugi, więc odpowiedziałam. Później trzeba było coś doprecyzować. Następnie obronić argument, którego właściwie nie musiałam bronić. I zanim się zorientowałam, byłam w środku rozmowy, której jeszcze chwilę wcześniej nie było w moim życiu.
To jest chyba jedna z cech dorosłości, o której nikt nas nie uprzedza. Można mieć czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat i nadal bez problemu wejść w sytuację, w której po pięciu minutach zastanawiamy się, po co właściwie tu przyszliśmy.
Jak na zakupach. Idziesz po masło. Wracasz z masłem, trzema jogurtami, płynem do naczyń i czymś, czego absolutnie nie potrzebujesz, ale było przy kasie.
Myśli działają podobnie. Zaczynasz od całowania chłopaków. Po chwili jesteś przy skarpetkach. Potem przy zakupach. Następnie przy internetowej dyskusji. I już nawet nie pamiętasz, dlaczego właściwie zacząłeś.
Ale ja pamiętam. Miało nie być tekstu z okazji Dnia Całowania Chłopaków w Usta. I jak na razie konsekwentnie trzymam się tego postanowienia. Nie napisałam przecież ani słowa o tym, dlaczego warto czasem ich całować. Nie będzie też żadnej życiowej puenty. Żadnego przesłania. Żadnego „może właśnie dlatego”. Po prostu nie będzie tekstu.
Tym bardziej że poza Dniem Całowania Chłopaków w Usta mamy jeszcze Dzień Programisty. Na programowaniu się nie znam, więc mogłabym napisać o tym, że się nie znam. To byłby chyba najuczciwszy tekst o programowaniu, jaki kiedykolwiek powstał. Krótko i zwięźle. Czyli idealnie. Ale nie napiszę. Bo miało nie być tekstu.
Jest jeszcze Dzień Weterana Służby Granicznej. I tutaj również mogłabym powiedzieć: temat ważny. Tylko że właśnie o tym miało dzisiaj nie być. Więc nie będzie.
W tym momencie powinnam zakończyć. I właściwie właśnie to robię. Nie każda myśl musi zostać wypowiedziana. Nie każda dyskusja musi zostać wygrana. Nie każda historia musi zostać opowiedziana…
Świetne te ostatnie zdania. Takie przemyślane. Mogłyby pójść jako motto na Instagram. Albo jako początek całkiem niezłego tekstu. Ale przecież go nie piszę. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, proszę spojrzeć na początek. Napisałam tam wyraźnie: Dzisiaj nie będzie tekstu. I tego się trzymam.
Pozostało mi napisać tylko jedno. Jeżeli ktoś jednak zamierza dzisiaj obchodzić Dzień Całowania Chłopaków w Usta, to bardzo proszę pamiętać o podstawowej zasadzie. Całujemy własnych chłopaków. Własnych. Nie przypadkowych. Nie sympatycznego pana z autobusu. Nie przystojnego sąsiada. Nie człowieka, który akurat stoi przed nami w kolejce i wyjątkowo dobrze wygląda z profilu. Własnych. To, że w kalendarzu jest Dzień Całowania Chłopaków w Usta, jeszcze nie znaczy, że wszyscy wokół dostali dzisiaj nowe uprawnienia.
I proszę bardzo. Miał dzisiaj nie powstać żaden tekst. Nie powstał. To, co Państwo właśnie przeczytali, jest jedynie bardzo konsekwentnym potwierdzeniem tej informacji.
Nie? Widocznie znowu mnie poniosło.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.