Different pen aimed toward the dot

Dzisiaj mamy prawdziwy wysyp świąt. Jest Międzynarodowy Dzień Demokracji, Dzień Opakowań, Dzień Prostaty, Dzień Majonezu Kieleckiego i Dzień Olewania Systemu.

Kusiło mnie. Oj, kusiło. Dzień Olewania Systemu ma w sobie coś, co trudno zignorować. Zwłaszcza we wrześniu, kiedy człowiek ledwo wrócił do codzienności, a już wszyscy przypominają mu, co powinien, co trzeba i czego wypadałoby nie robić.

Ale pomyślałam, że tym razem zrobię coś zupełnie innego. Zajmę się kropką. Małą, niepozorną kropką, która dzisiaj ma swoje święto – Międzynarodowy Dzień Kropki. Uznałam, że właściwie należałoby powiedzieć o niej kilka słów w ramach należytego uznania.

Kropka jest znakiem skromnym. Nie domaga się pierwszeństwa. Nie przerywa w połowie. Nie stawia pytań. Nie unosi się gniewem… No dobrze, wiem, trochę popłynęłam. Jeszcze chwila i zrobi się z tego List świętego Pawła do Koryntian.

Jednak nie dajmy się zwieść. Niepozorna kropka ma swoje ambicje. Potrafi zmienić ciężar jednego słowa. „Naprawdę.” „Dobrze.” „Wystarczy.” „Nie.” To nadal tylko jedno słowo. A jednak po postawieniu kropki nie ma już właściwie czego dodawać. A skoro kropka potrafi tak wiele, warto czasem sprawdzić, co się dzieje, kiedy jej zabraknie.

Nie trzeba nawet daleko szukać. Literatura zna autorów, którzy z kropką obchodzili się niezwykle oszczędnie. Jon Fosse potrafił prowadzić swoje zdania przez całe strony. James Joyce w monologu Molly Bloom w „Ulissesie” niemal całkowicie zrezygnował z tradycyjnej interpunkcji. Jerzy Andrzejewski w „Bramach raju” udowodnił, że pierwsze zdanie może być tak długie, iż samo jego zakończenie zaczyna przypominać wydarzenie literackie.

Można i tak. Można pisać bez kropki, długo i jednym tchem. I nagle okazuje się, że brak kropki też może być decyzją. Podobnie jak jej postawienie. Zresztą sama kropka narobiła nam w języku całkiem sporo zamieszania – można postawić ją nad „i”, można znaleźć się w kropce, kiedy nie wiadomo, co dalej, można też postawić kropkę na czymś, co powinno się skończyć.

Herbert miał wobec niej jeszcze poważniejsze podejrzenia. Pisał o kropce jako o „kości sterczącej z piasku, zatrzaśnięciu, znaku katastrofy”. A później nazywał ją „interpunkcją żywiołów” i przypominał, że ludzie powinni posługiwać się nią „skromnie i z należytą powagą, jak zwykle, gdy wyręczają los”.

Wyręczają los… To mi się podoba. Bo rzeczywiście mamy często taką potrzebę, żeby wyręczać los. Sami decydować, gdzie jest koniec, kiedy zamknąć drzwi, kiedy powiedzieć ostatnie słowo. I tutaj sprawa przestaje dotyczyć wyłącznie pisania.

Bo przecież w życiu też bardzo lubimy stawiać kropki. Kończymy związki. Przyjaźnie. Pracę. Plany. Rozmowy. Nieraz całe rozdziały. Mówimy: „To już koniec”. Kropka.

Tylko że życie nie zawsze uznaje naszą interpunkcję. Bywa, że stawiamy kropkę za wcześnie. Albo nie potrafimy jej postawić, choć najwyższa pora. Czasem ktoś stawia ją za nas i zostawia nas z niedokończonym zdaniem. A czasem po latach okazuje się, że ta nasza kropka była jakaś podejrzanie podobna do przecinka.

W tekstach nie mam jednak takich wątpliwości. Będę jej używać. Także po jednym słowie. Zwłaszcza po jednym słowie. Bo czasem naprawdę wystarczy napisać: „Nie.” I postawić kropkę.

A w życiu? Cóż… Tutaj zachowałabym odrobinę ostrożności. Życie, w przeciwieństwie do tekstu, nie zawsze uznaje prawo autora do decydowania o zakończeniu. Czasem po kropce dopisuje jeszcze jedno zdanie, albo zmienia zakończenie. A czasem po prostu pokazuje, że to, co wzięliśmy za kropkę, było tylko przecinkiem.

I chyba właśnie dlatego lubię ją bardziej w tekście niż w życiu. W tekście wiem przynajmniej, gdzie ją postawić.

A teraz sprawdźmy, czy rzeczywiście można napisać coś bez niej i jak długo da się wytrzymać bez znaku, który mówi, że to już koniec, który pozwala złapać oddech, oddzielić jedną myśl od drugiej, zatrzymać się na chwilę, nie dokładać kolejnego „ale”, kolejnego „chociaż”, kolejnego „może jednak”, kolejnego wyjaśnienia, kolejnego usprawiedliwienia, kolejnego zdania, które miało już niczego nie dodawać, a jednak coś dopowiada, bo przecież zawsze można jeszcze coś powiedzieć, jeszcze coś wyjaśnić, jeszcze raz wrócić do tego, co przed chwilą wydawało się zakończone, jeszcze poprawić, jeszcze uściślić, jeszcze zostawić sobie małą furtkę, zanim okaże się, że zdanie ciągnie się już tak długo, że nie pamiętamy, od czego właściwie się zaczęło, gdzie miało się skończyć i dlaczego tak trudno było po prostu postawić małą kropkę

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.