Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Pewnie jednym z tych, które pojawiają się nagle – przy porannej kawie albo gdy ktoś natknie się na książkę, w której zaznaczyłam ostatnią przeczytaną stronę. Może przetrwa jedno zdanie, śmiech, drobiazg, który przypadkiem stanie się pamiątką. Większość wspomnień o mnie pewnie się zatrze jak nadruk na moim ulubionym kubku.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Nie tym wzruszającym, co sprawia, że ludzie płaczą nad zdjęciami, tylko takim, które ktoś przypomni sobie przy lampce wina albo przy piosence, której kiedyś słuchaliśmy razem.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Nie wiem, jak długo pamięta się człowieka. Może przez kilka lat po odejściu, może przez pokolenie, może do czasu, aż ktoś usunie ostatnie zdjęcie z galerii, żeby zrobić miejsce na nowe. I to jest w porządku. Nie zamierzam nikomu wiecznie zajmować pamięci (nawet tej w telefonie) – tam i tak tłoczno. Pewnie pamięta się krócej, niż byśmy chcieli. I może to wcale nie o długość tu chodzi. Raczej o to, żeby przez tę chwilę, gdy ktoś o mnie pomyśli, zrobiło mu się cieplej – nawet jeśli tylko przez sekundę.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Nie rozmyślam o tym z przesadnym dramatyzmem. Raczej z ciekawością. Trochę jakbym oglądała film do końca i zastanawiała się, czy po napisach coś jeszcze będzie. Ale nic nie będzie. Ścieżka dźwiękowa dojdzie do końca, zgasną światła, a w pudełku po popcornie zostanie odrobina soli.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Ta myśl uczy mnie pokory. Uświadamia, że wszystko, co dziś wydaje się ważne, kiedyś przestanie mieć znaczenie.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
I jeśli ktoś mnie wspomni, chciałabym, żeby to wspomnienie miało w sobie uśmiech. Niech nikt nie stawia mi pomników. Wystarczy, że pomyśli: „Lubiła słowa. I potrafiła się z siebie śmiać”. To by mi wystarczyło – nawet tam, gdzie już nikt niczego nie pamięta.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Czasem wydaje mi się, że przydałoby się epitafium. Nie takie poważne, wypisane złotymi literami na marmurze. Raczej takie z mrugnięciem oka.
Może:
„Próbowała jeszcze coś dopisać, ale baterie się wyczerpały”
Albo:
„Zaczęła od akapitu. I nigdy nie zdążyła skończyć”
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
Nie romantycznym, od którego łzy płyną po policzkach, tylko takim… zwyczajnym. Tym, przy którym ktoś pomyśli: „O, pamiętam ją… choć trochę wkurzała”. I to jest idealne. Bo chyba właśnie tak wygląda ta cała nieśmiertelność. Nie w literach wykutych w marmurze, nie w pomnikach, nie we łzach, nie w wielkich słowach na pogrzebie, ale w śladach, które zostawimy w czyimś świecie. Śladach czasem zabawnych, czasem dziwnych, czasem nie do końca zrozumiałych. Ale dzięki nim ktoś, chociaż na moment, się uśmiechnie i pomyśli:
„Była tu”.
Kiedyś będę tylko wspomnieniem…
2 odpowiedzi na „Kiedyś będę tylko wspomnieniem…”
-
Dobrze, że była i nie dlatego, że zmieniała światy, tylko że potrafiła sprawić, by ten mały kawałek czyjegoś świata stał się odrobinę jaśniejszy.
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
-
Dokładnie tak – nie chodzi o wielkie rzeczy, tylko o to, żeby choć na moment czyjś świat zrobił się jaśniejszy. Dziękuję za komentarz.😊
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
-








Dodaj odpowiedź do Małgorzata Gromuł Anuluj pisanie odpowiedzi