Co by było, gdyby Bóg była kobietą?
To pytanie brzmi jak coś, czego lepiej nie mówić na głos. Jakby zahaczało o porządek, który od dawna został ustalony i nie potrzebuje już żadnych korekt. Albo przynajmniej tak się wydaje.
Bo Bóg to „On”. Ojciec. Pan.
Tak się o nim mówi. Tak się go słyszy. Tak się go wyobraża – nawet jeśli nikt wprost nie nazywa.
„Ojcze nasz, któryś jest w niebie…”
„Pan Bóg patrzy…”
„On tak chciał…”
Te zdania nie brzmią jak wybór. Brzmią jak coś, co się po prostu powtarza. Tak długo, aż przestaje być słyszane jako język, a zaczyna działać jak rzeczywistość.
Aż dziwne – jak bardzo się to „wie”, zanim się to zrozumie.
Z czasem ten obraz przestaje być obrazem. Staje się czymś oczywistym. Kimś, kto jest ponad. Kto patrzy z góry. Kto porządkuje. Kto ocenia. Nie dlatego, że ktoś to dokładnie opisał. Tylko dlatego, że tak to się układa w głowie, kiedy przez lata słyszy się te same słowa.
Trudno nawet wskazać moment, w którym to się zaczyna – jeśli w ogóle da się go zauważyć.
Może wtedy, kiedy dziecko pierwszy raz słyszy modlitwę i powtarza ją bez zastanowienia? Stoi obok dorosłych i powtarza słowa, których jeszcze do końca nie rozumie:
„Ojcze nasz, któryś jest w niebie…”.
Nie zastanawia się, kim jest ten Ojciec. Nie rozkłada tego zdania na części. Po prostu je zapamiętuje. Słowo po słowie.
„Święć się imię Twoje…”
Gdzieś w tle jest obraz – nie do końca wyraźny, ale znajomy. Ktoś starszy. Ktoś, kto patrzy. Nie trzeba tego tłumaczyć. To się układa. I tak zostaje. Nie jako decyzja. Nie jako przekonanie. Tylko jako coś, co było pierwsze.
Może zaczyna się wtedy, kiedy pojawia się obraz starszego mężczyzny z brodą, siedzącego gdzieś wysoko, otoczonego światłem.
A może – i to też możliwe – kiedy ktoś pierwszy raz słyszy słowo „Pan” wypowiedziane tonem, który nie dopuszcza pytania.
A może w ogóle nie ma jednego momentu? Może to po prostu narasta – zdanie po zdaniu, obraz po obrazie.
Ten sposób mówienia nie wziął się znikąd. Powstał w świecie, w którym to, co miało władzę, było męskie. W którym ojciec był punktem odniesienia, a „pan” kimś, kto decydował i porządkował. Kiedy trzeba było nazwać coś najwyższego, sięgnięto po to, co było już znane. I tak zostało. Powtarzane wystarczająco długo, żeby przestało być wyborem.
I tu to pytanie pojawia się samo:
Co by było, gdyby Bóg była kobietą?
Nie jako próba zastąpienia jednego obrazu innym. Raczej jako drobne poruszenie czegoś, co wydawało się nie do ruszenia.
I nagle wszystko zaczyna się lekko rozchylać. Bo to nie jest tylko zmiana słowa. To jest zmiana punktu odniesienia.
Czy świat wyglądałby tak samo?
Może dziewczynki częściej widziałyby siebie jako silne i sprawcze – nie jako wyjątek, nie jako coś, co trzeba sobie udowadniać. Może nie musiałyby tak wcześnie uczyć się, że ich wartość zależy od tego, jak są odbierane.
Może punkt wyjścia byłby po prostu inny.
Może chłopcy nie uczyliby się tak szybko, że czułość coś im odbiera. Że trzeba ją schować, zanim ktoś ją zauważy. Może nie musieliby wybierać między byciem silnym a byciem blisko. Czasem mam wrażenie, że to wybór, który w ogóle nie powinien istnieć.
Może to, co duchowe, nie byłoby tak odległe. Nie istniałoby jako coś, co jest wysoko i poza zasięgiem. Tylko jako coś bliższego. Obecnego. Mniej oddzielonego od codzienności. Jakby było w tym samym pokoju, a nie gdzieś „ponad”.
A może nic by się nie zmieniło? Może wszystko wyglądałoby podobnie – tylko nazwane inaczej.
I tu pojawia się jeszcze jedno pytanie. Może ważniejsze niż pierwsze:
Co, jeśli Bóg byłaby kobietą, ale nadal miałaby dokładnie te same cechy, które dziś przypisujemy „Jemu”?
Ten sam dystans. Ten sam autorytet. Ten sam sposób patrzenia z góry i porządkowania świata.
Czy to naprawdę byłaby zmiana, czy tylko inna forma tego samego?
A może nie chodzi o to, czy Bóg to „On” czy „Ona”. Tylko o to, jakie cechy uznajemy za na tyle „wysokie”, żeby przypisać je czemuś boskiemu?
I to pytanie nie daje spokoju. Nie dlatego, że trzeba na nie odpowiedzieć. Tylko dlatego, że samo to pytanie zatrzymuje coś, co zwykle działa automatycznie. I pokazuje, że to, co wydaje się naturalne, bardzo często jest tylko tym, co było powtarzane najdłużej.
3 odpowiedzi na “Co by było, gdyby Bóg była kobietą?”
-
Ostatnie zdanie Twojego tekstu można przenieść na wszystkie sfery ludzkiego życia.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-
Ciekawy temat! A ostatnie zdanie wpisu można przenieść na wszystkie sfery ludzkiego życia.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-
Tak, też mam takie poczucie 😊
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-







Witaj! Twoja opinia jest ważna.