Słuchasz czy słyszysz?

Słuchasz czy słyszysz?

Ostatnio mniej piszę, za to więcej czytam. I więcej słucham.

Czytam głównie książki, chociaż zdarza mi się też zaglądać do internetu. Nie będę udawała, że żyję poza siecią, że istnieje już tylko literatura piękna i cisza. Nie istnieje. Internet też jest częścią rzeczywistości, nawet jeśli czasem człowiek chciałby o tym zapomnieć.

Ale przede wszystkim słucham. Rozmów. Tych prawdziwych i tych internetowych. Przysłuchuję się ludziom w kawiarniach, w kolejkach, w sklepie. Słucham podcastów, wywiadów, dyskusji, fragmentów rozmów wrzucanych do sieci. Telewizji nie oglądam od wielu lat. Kiedyś po prostu ją wyłączyliśmy i już nigdy do niej nie wróciliśmy. W miejscu, w którym powinien wisieć telewizor, wisi grafika, na którą nadal lubimy patrzeć. Na tamten ekran po prostu przestaliśmy.

Im dłużej słucham ludzi, tym częściej mam wrażenie, że ogromna część komunikacji nie polega już na rozmowie, tylko na panicznym unikaniu ciszy. Nie tej wielkiej, egzystencjalnej ciszy. Zwykłej. Kilku sekund bez reakcji. Bez natychmiastowej opinii.

Mówi się cokolwiek. Czasem tylko po to, żeby nie zostać sam na sam z własnym milczeniem. To sprawia, że tak wiele rozmów brzmi dziś bardziej jak odruch niż realna wymiana myśli. Zupełnie tak, jakby najważniejsze było nie to, co zostanie powiedziane, tylko to, żeby nie dopuścić do chwili pustki.

Nasze małe pogawędki ciągną się godzinami, chociaż właściwie nic się w nich nie wydarza. „Co słychać?”. „Jak leci?”. „Co tam?”. Pytania zadawane bardziej z odruchu niż z ciekawości. Chodzi głównie o to, żeby podtrzymać ruch. Żeby rozmowa nie zatrzymała się choćby na chwilę. Bo kiedy się zatrzymuje, zaczyna robić się niezręcznie.

Ktoś się zawaha. Ktoś nie odpowie od razu. Ktoś przez chwilę naprawdę się zastanawia – i niemal natychmiast pojawia się potrzeba, żeby to czymś przykryć. Żartem. Dopowiedzeniem. Zmianą tematu. Byle nie zostawić tej pustej przestrzeni między jednym zdaniem a drugim.

Wczoraj siedziałam z mamą w kolejce do lekarza. Dwie starsze panie obok bardzo żywo rozmawiały. O wszystkim i o niczym jednocześnie – jak to często bywa w takich miejscach. Pomiędzy nimi siedział starszy mężczyzna, który właściwie się nie odzywał. Aż w końcu jedna z kobiet spojrzała na niego i powiedziała z lekkim rozbawieniem:
– A pan tak siedzi i nic nie mówi?
I wtedy ten człowiek, z absolutnym spokojem, odpowiedział:
– Bo ja, proszę pani, kontempluję.
Panie spojrzały na siebie z czymś pomiędzy drwiną a zakłopotaniem, jak gdyby właśnie wydarzyło się coś trochę niepokojącego. Bo w sumie się wydarzyło. Przez chwilę obok nich siedział ktoś, kto nie próbował natychmiast zagłuszyć ciszy.

Internet działa dokładnie tak samo, tylko szybciej i głośniej.
Jedno zdanie. Jeden nagłówek. I już pojawiają się setki opinii wypowiadanych z absolutną pewnością. Ludzie potrafią obejrzeć trzydziestosekundowy fragment czyjejś wypowiedzi i po chwili pisać elaboraty o tym, kim ten ktoś „naprawdę jest”.

I wtedy zaczynają się te wszystkie gównoburze. Nie dlatego, że temat jest naprawdę ważny. Czasem wręcz przeciwnie. Chodzi bardziej o sam odruch reagowania. O potrzebę natychmiastowego zajęcia stanowiska, zanim jeszcze zdąży pojawić się jakakolwiek refleksja. Jakby brak opinii był czymś podejrzanym. Jakby „nie wiem”, „muszę się zastanowić” albo „to może być bardziej skomplikowane” brzmiało dziś gorzej niż kompletnie błędny osąd wypowiedziany z pełnym przekonaniem.

Od dawna premiujemy ludzi, którzy brzmią pewnie. Nieważne, czy rzeczywiście wiedzą. Ważne, żeby nie było przerwy między pytaniem a odpowiedzią. Uczymy się szybko reagować, oceniać i interpretować. Czasem mam wrażenie, że internet już dawno przestał służyć do rozmowy. Dzisiaj dużo częściej służy do natychmiastowego ustawiania się po którejś stronie.

I te podziały zaczynają być widoczne właściwie wszędzie. W polityce chyba najbardziej. Wystarczy jedno hasło, jedno nazwisko, jeden temat – i ludzie momentalnie ustawiają się naprzeciwko siebie jak dwie drużyny, które od dawna czekały tylko na sygnał do kolejnej wojny.

„Dziel i rządź” działa zaskakująco dobrze również dziś, tylko już nie trzeba nikogo specjalnie dzielić. Ludzie zrobią to sami. Szybko. Automatycznie. Czasem jeszcze zanim naprawdę zrozumieją, o co właściwie chodzi. Bo dużo łatwiej jest natychmiast opowiedzieć się po którejś stronie niż zostać przez chwilę w miejscu, w którym odpowiedź nie jest jeszcze oczywista.

To właśnie uderza mnie najbardziej. Jak wielu ludzi słucha, ale właściwie niczego nie słyszy. Patrzy, ale niewiele widzi. Mówi bez przerwy, ale coraz rzadziej naprawdę rozmawia.

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.