Przez większość życia słyszymy, że zawsze jest coś, co powinniśmy jeszcze zrobić. Nauczyć się czegoś nowego. Rozwijać się. Zdobywać wiedzę. Doskonalić umiejętności. Pracować nad sobą. Stawać się lepszą wersją siebie.
I ja też długo wierzyłam, że właśnie na tym polega droga człowieka. Że ciągle czegoś nam brakuje i że naszym zadaniem jest tę brakującą część w sobie odnaleźć.
Z czasem zaczęłam jednak zauważać coś zupełnie innego. Najważniejsze zmiany wcale nie przyszły wtedy, kiedy coś do siebie dodałam. Przyszły wtedy, kiedy coś zaczęłam z siebie zdejmować.
Oduczałam się.
Oduczałam się patrzeć na siebie cudzymi oczami. Przez lata próbowałam zrozumieć, jaka powinnam być. Bardziej otwarta? Przebojowa? Towarzyska? Pewna siebie? Wydawało mi się, że istnieje jakiś właściwy sposób bycia, a ja powinnam się do niego zbliżyć.
Tylko że z czasem zaczęłam rozumieć, że nie wszystko, co różni nas od innych, wymaga naprawy. Nie każdy musi być osobą, która wchodzi do pokoju i od razu skupia na sobie uwagę. Są też ludzie, którzy obserwują. Którzy słuchają. Którzy myślą długo. Przez lata uważałam, że te różnice trzeba wygładzać. Dzisiaj myślę, że to właśnie one tworzą człowieka.
Oduczałam się też myśleć, że ciekawość ma swój termin ważności. Nie wiem, skąd wzięło się przekonanie, że z wiekiem powinniśmy coraz mniej pytać, jakby pewnego dnia należało zamknąć księgę i uznać, że już wystarczy. A jest odwrotnie. Im więcej poznaję, tym bardziej widzę, jak wiele jeszcze przede mną. Chcę czytać, odkrywać, rozumieć. I to chciałabym zachować najbardziej. Ciekawość.
Oduczałam się potrzeby, żeby wszyscy mnie rozumieli. Łatwo pomylić akceptację innych z akceptacją siebie. A to nie jest to samo. Można całe życie próbować być osobą, z którą wszystkim wokół jest wygodnie. Tylko rzadko po drodze pamiętamy, by sprawdzić, czy nam samym jest dobrze ze sobą.
Dojrzałość – a może po prostu kolejny etap życia – daje ogromny komfort. W pewnym momencie przestałam chcieć być coraz lepsza w cudzych oczach. Przestałam poprawiać to, co nigdy tak naprawdę nie było błędem. Zdjęłam z siebie kolejne warstwy: cudzych ocen, oczekiwań i ról, które kiedyś wydawały się konieczne.
I wtedy okazało się, że osoba, którą tak długo próbowałam poprawić, od początku była kimś, kogo chciałam poznać.








Witaj! Twoja opinia jest ważna.