Jest w Małym Księciu taka scena, do której ostatnio wracam.

Mały Książę trafia na planetę Pijaka. Zastaje go siedzącego przed baterią butelek pełnych i baterią butelek pustych.

– Co ty tu robisz? – pyta.

– Piję.

– Dlaczego pijesz?

– Aby zapomnieć.

– O czym?

– Aby zapomnieć, że się wstydzę.

– Czego się wstydzisz?

– Wstydzę się, że piję.

I rozmowa się kończy.

To jedna z najbardziej absurdalnych scen tej książki. I jedna z najbardziej smutnych. Bo Pijak utknął w pętli, z której nie potrafi wyjść. Robi coś po to, żeby uciec od konsekwencji tego, co robi. A potem potrzebuje jeszcze więcej tego samego.

Pomyślałam, że przecież wcale nie trzeba siedzieć przed baterią butelek, żeby znaleźć się w podobnym kole. Wystarczy żyć w świecie, który bardzo lubi liczby.

Coraz częściej mierzymy wszystko. I nie tylko to, co rzeczywiście da się zmierzyć. Mierzymy sukces. Popularność. Urodę. Wartość. Szczęście. Własne życie. I życie innych.

Ile masz lat?

Ile zarabiasz?

Ile osób Cię obserwuje?

Ile wyświetleń miał Twój tekst?

I nagle okazuje się, że o człowieku można opowiedzieć całkiem dużo, nie mówiąc o nim właściwie nic. Nie trzeba pytać, co ktoś naprawdę czuje. Wystarczy wiedzieć, ile.

A przecież liczba nie powie mi, czy jesteś dobrym człowiekiem. Nie powie, czy potrafisz słuchać. Czy umiesz kochać. Czy masz poczucie humoru. Czy przy Tobie można milczeć bez skrępowania. Nie powie, czego się boisz. Co Cię wzrusza. Jak brzmi Twój śmiech. Co robisz, kiedy nikt nie patrzy.

Z tego powodu wraca do mnie też ten fragment z Małego Księcia: „Dorośli są zakochani w cyfrach.”
Kiedy opowiadasz dorosłym o nowym przyjacielu, nie pytają o rzeczy najważniejsze. Nie chcą wiedzieć, jaki ma głos. W co lubi się bawić. Czy zbiera motyle. Pytają, ile ma lat, ilu ma braci, ile waży, ile zarabia jego ojciec. Dopiero wtedy są przekonani, że coś o nim wiedzą. A kiedy opowiadasz o pięknym domu z czerwonej cegły, pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu, nie potrafią go sobie wyobrazić. Musisz powiedzieć, ile kosztował. Dopiero wtedy wiedzą, że jest piękny.

Nie muszę daleko szukać. Widzę to również tam, gdzie sama spędzam sporo czasu. W blogosferze. I zaczęła mnie ona trochę przerażać. Te rewizyty kurtuazyjne. Komentarze zostawiane czasem nie dlatego, że ktoś naprawdę ma coś do powiedzenia, ale dlatego, że wypada odpowiedzieć. Kolekcje lajków. Wzajemne podbijanie widoczności…

Coraz częściej mam wrażenie, że niektórzy zaglądają nie po spotkanie z drugim człowiekiem, ale po punkt w niewidzialnym systemie wzajemnych przysług. Byłem u Ciebie, więc bądź u mnie. Zostawiłam komentarz, więc zostaw komentarz. Dałem lajka, więc może oddasz. I nagle coś, co miało być rozmową, zaczyna przypominać księgowość.

Ale blogosfera nie jest tu żadnym wyjątkiem. Ona po prostu bardzo dobrze pokazuje, jak to działa wszędzie.

Zaczynamy coś robić, bo tego chcemy. Potem odkrywamy, że można to zmierzyć. Zaczynamy więc porównywać. A kiedy już porównujemy, bardzo łatwo zamienić radość w wyścig. Chcemy mieć więcej. A kiedy mamy więcej, okazuje się, że to już nie wystarcza. Chcemy więc jeszcze więcej. I jeszcze. I jeszcze.

Tak powstają nasze własne baterie butelek.

Tylko zamiast szkła mamy ekrany. Zamiast pustych butelek – puste powiadomienia. Zamiast alkoholu – dopaminę. A zamiast pytania: „Dlaczego pijesz?” ktoś powinien czasem zapytać: „Czego właściwie potrzebujesz?”

Bo czasem nie chodzi o lajki, ale o to, żeby ktoś nas zauważył. Nie o pieniądze, ale o poczucie bezpieczeństwa. Nie o sukces, ale o to, żeby wreszcie poczuć, że jesteśmy wystarczająco dobrzy. A te wszystkie liczby są tylko innym sposobem mówienia: „Zobaczcie mnie.”

I tutaj zaczynam się trochę bać. Nie innych. Siebie.

Bo przecież łatwo jest patrzeć na świat i mówić: „Jak oni mogą tak żyć?”. Znacznie trudniej zapytać: „A ja?”.

Czy ja też czasem nie sprawdzam? Czy nie porównuję? Czy nie czekam na reakcję? Czy nie cieszę się, kiedy liczba rośnie? Czy nie martwię się, kiedy spada? Czy czasem nie pozwalam cyfrom powiedzieć mi, czy to, co robię, ma wartość?

I właśnie tego nie chciałabym w swoim pisaniu. Nie chcę któregoś dnia napisać tekstu i pierwsze, co zrobię po jego publikacji, to sprawdzić, ile osób go przeczytało. Chcę najpierw pamiętać, po co go napisałam.

Chcę czasem wrócić do rzeczy, których nie da się policzyć. Do przyjaźni. Do rozmowy. Do ciszy, w której dobrze jest z kimś być. Do książki, po której zamykasz okładkę i przez chwilę patrzysz w okno. Do domu, który jest piękny nie dlatego, że kosztował milion, tylko dlatego, że w jego oknach kwitną pelargonie. Do człowieka, którego nie opisuje liczba obserwujących. Do spotkania, którego nie można wpisać do żadnej statystyki.

Właśnie dlatego lubię Małego Księcia. Bo on bez przerwy przypomina, że rzeczy najważniejsze są trochę niewygodne dla świata dorosłych. Nie dają się zważyć. Nie dają się wycenić. Nie dają się policzyć. A mimo to są najcenniejsze.

Dlatego czasami mam wrażenie, że patrzę na ten świat trochę oczami Małego Księcia. Nie zawsze rozumiem, dlaczego tak bardzo chcemy wszystko przeliczać. Ale może nie muszę tego rozumieć.

Może wystarczy, że będę pilnować własnej planety.

Tego małego miejsca, w którym jeszcze można napisać coś tylko dlatego, że chce się to powiedzieć. Przeczytać coś bez obowiązku rewizyty. Zostać gdzieś bez potrzeby zostawiania po sobie śladu. I spotkać człowieka bez pytania, ile jest wart.

Bo prawdziwe spotkania zaczynają się od pytań: „Jaki jesteś?”. „Co kochasz?”. „Czego się boisz?”. „Co Cię zachwyca?”. I to powinno wystarczyć. Bez statystyki. Bez rankingu. Bez licznika. Bez cyfry. Wtedy, gdy zauważamy, że po drugiej stronie po prostu jest człowiek.

Najbardziej boję się chyba tego, że w tłumie wskaźników, wyświetleń i wzajemnych kurtuazyjnych wizyt zgubimy to, co najważniejsze. Bo przecież można mieć tysiące wejść i być przeraźliwie samotnym po drugiej stronie ekranu. Można mieć setki komentarzy i ani jednego prawdziwego spotkania. Można być otoczonym ludźmi i nie być przez nikogo naprawdę zauważonym.

Jest jeszcze jedno zdanie z Małego Księcia, które nie daje mi spokoju. To, które wypowiada Żmija: „Na pustyni jest się trochę samotnym. Równie samotnym jest się wśród ludzi.”

Liczby potrafią stworzyć tłum. Ale tłum nie daje bliskości. A ja chyba coraz bardziej tęsknię za czymś, czego żadna liczba nie potrafi pokazać.

Za prawdziwym spotkaniem.

4 odpowiedzi na “Czy w każdym z nas mieszka Pijak?”

  1. Awatar darcologic

    ‚Ile masz lat? Ile zarabiasz? Ile osób Cię obserwuje? Ile wyświetleń miał Twój tekst?’
    Podejrzewam, że pytający zna odpowiedzi i jedynie chce pokazać, czym to on nie jest. Jesteś za stary, za mało zarabiasz, nie masz lajków – nie moja liga.
    Powiem jedno – tekst jest znakomity, a to przejście z Małego Księcia do opisu człowieka za pomocą liczb – po prostu genialne.
    A bywa jeszcze gorzej, gdy te liczby zamieniają się w kwoty pieniężne i stają się dla wielu jedyną miarą wartości człowieka.
    Tymczasem wiele rzeczy – i to tych najważniejszych – w ogóle nie da się wycenić ani opisać liczbami. Bo najważniejsze jest to, żeby dostrzec, że po drugiej stronie po prostu jest człowiek. Ze swoimi zaletami, ale i słabościami, lękami, itp.
    Ja z kolei lubię tę maksymę: Najbiedniejsi są ci, którzy mają tylko pieniądze.
    Dziękuję za ten wpis, pozdrawiam gorąco!

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Jestem absolutnie wdzięczna za ten komentarz. Za uważność, za własne dopowiedzenia i przede wszystkim za to, że naprawdę się w nim spotkaliśmy.
      Chyba właśnie o takich spotkaniach myślałam, pisząc ten tekst.
      I myślę, że Twoja planeta jest takim samym miejscem, na którym można spotkać drugiego człowieka. Bardzo się cieszę, że na nią trafiłam. Pozdrawiam serdecznie.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Awatar iltanalivingetc

    „Bo przecież łatwo jest patrzeć na świat i mówić: „Jak oni mogą tak żyć?”. Znacznie trudniej zapytać: „A ja?””.

    Często robię sobie rachunek sumienia odnośnie wielu dziedzin życia. Nierzadko jego wynik niemile mnie zaskakuje…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Oj, znam ten ból. I chyba dlatego właśnie ten fragment był dla mnie taki ważny. Dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama. Ściskam Cię ciepło.❤️

      Polubione przez 1 osoba

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.