Cena to nie wartość. Dlaczego tak łatwo mylimy jedno z drugim

Co właściwie świadczy o wartości człowieka?

Czy człowieka można opisać przez stan jego posiadania?

Czy to, czego się dorobiliśmy i co zostawimy kolejnym pokoleniom, jest wyznacznikiem sensu naszego pobytu na Ziemi?

Przez większość życia byłam przekonana, że nie. Dziś coraz częściej zastanawiam się, dlaczego tak wielu ludzi odpowiada na to pytanie inaczej.

Nie dlatego, że nagle zaczęłam wierzyć w wyższość pieniędzy nad wszystkim innym. Raczej dlatego, że coraz częściej zastanawiam się, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do mierzenia wartości tym, co można policzyć. Metki. Samochody. Metry kwadratowe. Stan konta. Dochód. Stanowisko. Liczbę mieszkań. Wysokość emerytury. Wartość spadku.

To wszystko daje nam poczucie, że wiemy, z kim mamy do czynienia.

Tylko czy rzeczywiście wiemy?

Można mieć drogi samochód i być człowiekiem pozbawionym empatii. Można nosić ubrania z najbardziej rozpoznawalnym logo i nie umieć dostrzec człowieka, który stoi obok. Można mieszkać w ogromnym domu i żyć wewnętrznie bardzo ubogo.

A można nie mieć niczego, czym warto się pochwalić na Instagramie, i być kimś, przy kim inni czują się bezpiecznie.

Dlaczego więc tak łatwo przychodzi nam uznawanie ceny za miarę wartości?

Może dlatego, że cena jest prosta.

Wartość – nie.

Prawdziwą wartość człowieka poznaje się znacznie dłużej. Czasem dopiero wtedy, kiedy zobaczymy, jak traktuje kogoś słabszego od siebie. Jak odnosi się do starszego człowieka. Jak reaguje na cudzą biedę. Co robi wobec człowieka o innym kolorze skóry, innej orientacji, innym światopoglądzie czy innej wierze.

I przede wszystkim – jak zachowuje się wtedy, kiedy nie musi już niczego nikomu udowadniać.

Może właśnie tam znajduje się prawdziwa miara człowieka.

Tyle że z takiej miary trudno zrobić tabelę.

Jeszcze trudniej wyliczyć wartość rzeczy, które nie przynoszą dochodu.

Ktoś przez kilka lat zostaje w domu z małymi dziećmi, żeby druga osoba mogła rozwijać karierę. Ktoś inny rezygnuje z części własnego życia, żeby zająć się starzejącym się rodzicem. Są też tacy, którzy codziennie dowożą bliskiego do lekarza, robią zakupy, pilnują leków, gotują, sprzątają i załatwiają sprawy, których nikt poza rodziną nawet nie zauważa. Nocami czuwają przy chorej osobie. Przez lata pozostają tymi, do których można zadzwonić o każdej porze.

Nie dostają za to pensji. Nie awansują. Nie zwiększa się ich wartość rynkowa. Nie pojawia się premia za cierpliwość, dodatek za troskę ani nagroda za to, że przez lata można było na nich polegać. A przecież bez tej niewidocznej pracy wiele innych karier, dochodów i sukcesów w ogóle nie byłoby możliwych.

To dziwny paradoks.

To, co przynosi pieniądze, uznajemy za pracę. To, co umożliwia innym pracę, często nazywamy po prostu pomocą. A przecież czas jest ten sam. Człowiek jest ten sam.

Wysiłek również. Różnica polega na tym, że jedna godzina ma swoją cenę, a druga nie.

I może właśnie tutaj zaczyna się problem.

Nie w samym bogactwie. Bogactwo nie jest przecież niczym złym. Pieniądze dają niezależność, bezpieczeństwo i możliwość wyboru. Dorobek może być wynikiem pracowitości, talentu, odwagi, konsekwencji, a czasem także szczęśliwego zbiegu okoliczności.

Nie chodzi więc o to, żeby przeciwstawić bogatych biednym ani ludzi sukcesu tym, którzy żyją skromniej. Chodzi o to, czy przypadkiem nie zaczęliśmy utożsamiać wartości z wartością rynkową.

Czy człowiek, który zarabia dużo, automatycznie jest bardziej „udany” niż ten, który zarabia niewiele?

Czy człowiek, który nie zarabia, jest mniej wartościowy?

Czy praca, której nie można wpisać do CV, jest mniej ważna od tej, która daje awans?

Czy czas poświęcony drugiemu człowiekowi jest mniej wart tylko dlatego, że nie można go zafakturować?

A już najdziwniejsze jest to, że potrafimy mówić o pieniądzach z ogromną precyzją, a kiedy przychodzi do rzeczy naprawdę ważnych, nagle zaczyna brakować nam słów.

Potrafimy podać wartość mieszkania co do złotówki. Nie potrafimy podać wartości opieki.

Potrafimy wyliczyć stopę zwrotu z inwestycji. Nie potrafimy wyliczyć wartości obecności przy kimś, kto umiera.

Potrafimy powiedzieć, ile kosztuje godzina pracy. Nie wiemy, ile kosztuje godzina poświęcona komuś, kogo kochamy.

A przecież człowiek może zostawić po sobie bardzo wiele, nie zostawiając po sobie prawie żadnego majątku.

Może zostawić wychowane dzieci. Czyjąś odwagę. Czyjeś poczucie bezpieczeństwa. Czyjąś pamięć o tym, że w najtrudniejszym momencie nie był sam.

Może zostawić po sobie sposób, w jaki nauczył innych traktować słabszych. Może nauczyć empatii, choć nikt nigdy nie wpisze tego do jego zawodowego życiorysu.

Tego nie da się odziedziczyć w sensie prawnym. Nie przejdzie na konto. Nie zwiększy wartości nieruchomości. Nie pojawi się w księdze wieczystej. A jednak może zostać w człowieku na całe życie.

Pytanie o to, co zostawiamy kolejnym pokoleniom, nie powinno brzmieć: „Ile im zostawiliśmy?” Tylko: „Co im zostawiliśmy?”

Być może właśnie to jest jedyny rodzaj spadku, którego wartość rośnie z każdym pokoleniem.

Może wtedy okazałoby się, że człowiek, którego majątek nie robi na nikim wrażenia, zostawił po sobie coś znacznie trudniejszego do zdobycia:

Ludzi, którzy potrafią kochać.

Ludzi, którzy potrafią być odpowiedzialni.

Ludzi, którzy nie odwracają wzroku od słabszych.

Ludzi, którzy nie boją się inności.


Ludzi, którzy rozumieją, że cudze cierpienie nie staje się mniej ważne tylko dlatego, że nie dotyczy ich bezpośrednio.

Czy to jest dorobek? Nie wiem. Ale coraz mniej wierzę, że odpowiedzi na pytanie o wartość człowieka należy szukać wyłącznie w tym, co posiada.

Myślę, że człowieka poznaje się nie po tym, co zgromadził, ale po tym, co pozostawił w innych ludziach. Bo wszystko, co naprawdę nadaje człowiekowi wartość, wymyka się każdej wycenie.

2 odpowiedzi na “Cena to nie wartość. Dlaczego tak łatwo mylimy jedno z drugim”

  1. Awatar Stanley Maruda

    Prawdziwą wartość człowieka określa to jakimi pokładami empatii dysponuje i jak traktuje innych ludzi i zwierzęta. To najlepszy miernik naszego człowieczeństwa.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Pięknie to ująłeś. Stosunek do zwierząt i słabszych od nas to chyba najczystszy sprawdzian z empatii. Żaden majątek tego nie zastąpi i żaden cennik tego nie obejmie. Bardzo Ci dziękuję za ten głos. Wspaniale uzupełnia myśl.

      Polubione przez 1 osoba

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.