Mam pewna fiksację. Kiedy przyczepi się do mnie jakieś słowo, nie potrafię się od niego uwolnić. Rozkładam je na części, sprawdzam etymologię, przyglądam się znaczeniom, które kryją się pod powierzchnią. Czasem jedno takie słowo staje się początkiem całej wewnętrznej podróży.
Ostatnio przykleiło się do mnie słowo „ekscentryczność”.
Z początku brzmi ono jak określenie kogoś dziwnego, przesadnie oryginalnego, trochę oderwanego od rzeczywistości. Ale kiedy zajrzy się głębiej, okazuje się, że kryje się w nim coś subtelniejszego. „Ekscentryczność” pochodzi od łacińskiego eccentricus, a wcześniej od greckiego ekkentrikós: ek – „poza” i kentron – „środek”. Pierwotnie używano go w astronomii, mówiąc o orbitach przebiegających poza środkiem. Dopiero później zaczęto odnosić je do ludzi, którzy żyją lub myślą poza przyjętą „normą”.
„Poza środkiem” brzmi jednak niepokojąco. Jakby chodziło o coś, co można uznać za błąd, odchylenie, coś nie do końca właściwego. A jednak w tym „poza” kryje się także wolność – brak konieczności dopasowania się idealnie do punktu, który uznaje się za jedyny właściwy.
Zaczęłam się wtedy zastanawiać: czy ja właściwie jestem ekscentryczna? W pierwszym odruchu odpowiedziałam: nie. Nie chodzę w pióropuszu po ulicy, nie mam potrzeby przyciągania uwagi.
Tyle że ekscentryczność nie zawsze musi być widowiskowa. To niekoniecznie kolorowy kapelusz ani skandaliczne zachowanie. Czasem jest dużo cichsza, bardziej wewnętrzna, niemal niewidoczna. To moment, kiedy patrzysz na coś inaczej niż większość. Kiedy zadajesz inne pytania.
Może więc moja ekscentryczność kryje się właśnie w tej niepozornej ciekawości. W tym, że potrafię zatrzymać się przy jednym słowie i obracać je w dłoni jak kamyk, szukając jego ukrytego blasku. Nie jest to ekscentryczność spektakularna. Jest raczej subtelna, wewnętrzna, cicha – i być może dlatego najtrudniejsza do zauważenia.
A może i Ty masz takie drobne fiksacje, które Cię definiują?







Witaj! Twoja opinia jest ważna.