Zakwasy pojawiły się dziś rano. Takie prawdziwe – w łydkach, udach i w miejscach, o których istnieniu zdążyłam zapomnieć. Jestem prawie pewna, że bolą mnie nawet paznokcie u nóg. Dobrze, że nie mam planów na karierę baletnicy, bo musiałabym ją oficjalnie anulować. A wszystko dlatego, że wczoraj urządziłam sobie cmentarny maraton. Dosłownie.
Lubię łazikowanie. To mój ulubiony sposób spędzania czasu – noga za nogą, krok za krokiem, bez planu, z ciekawością, co zobaczę za kolejnym zakrętem. Tylko ostatnio jakoś przestałam chodzić. Wciągnęło mnie pisanie, obowiązki się nawarstwiły, ciało zdążyło zapomnieć, do czego zostało stworzone. I wczoraj musiałam wystawić je na próbę. Widocznie się na mnie za to obraziło i przypomniało mi o tym bardzo wyraźnie.
Przyszedł ten dzień w roku, kiedy odbywają się nasze rodzinne poszukiwania pod tytułem: „Gdzie jest dziadek?”. Po spokojnych wizytach u tych, którzy – na szczęście – nie robią nam niespodzianek i czekają na swoich miejscach, zaczyna się gra terenowa.
Nikt nie pamięta, gdzie dokładnie spoczywa dziadek, więc wyruszamy na poszukiwania. Jakimś sposobem co roku wygląda to tak, jakby specjalnie zmieniał miejsce pobytu i miał w tym jakąś dziką satysfakcję. Po drodze łapiemy zawsze kilka fałszywych tropów, co chwilę ktoś krzyczy: „To na pewno tutaj, pamiętam tę brzozę!”. No dobrze – zazwyczaj to ja krzyczę. A potem okazuje się, że brzoza to wierzba, my jesteśmy trzy alejki dalej, a dziadek leży sobie tam, gdzie nie powinien.
Gdyby za jego życia ktoś mi powiedział, że ten stateczny, dystyngowany pan doktor po śmierci zostanie mistrzem podchodów i robienia rodzinie psikusów – nigdy bym nie uwierzyła.
Chodzimy więc między bramami, alejkami, aniołkami i zniczami, kierując się mapą w głowie, której nikt już dobrze nie pamięta. W końcu, po dłuższej wędrówce, gdy wyglądamy już jak uczestnicy cmentarnego triathlonu, znajdujemy go. Czeka spokojnie. Mam wrażenie, że bawi go to bardziej niż trochę.
A potem idziemy dalej. Mamy rodzinną tradycję zapalania światełek także tam, gdzie nikt już nie przychodzi – na płytach porośniętych mchem, przy tabliczkach z wyblakłymi literami. Zapalamy płomień i na chwilę przywracamy komuś obecność.
Zaglądamy też do tych, których znaliśmy z ekranów, scen i stadionów. Artystów, pisarzy, aktorów, sportowców – wszystkich, którzy zostawili w nas dźwięk, słowo, obraz, wspomnienie. Im też światełko. Bo dlaczego nie.
Dziadek, jak zwykle, wygrał tegoroczną edycję poszukiwań. I szczerze – mam nadzieję, że nigdy nie znajdziemy go od razu. Podejrzewam, że gdy już zapamiętamy trasę, sami zaczniemy skręcać w boczne alejki, żeby nie było za łatwo. To też element naszej rodzinnej tradycji – trochę absurdalny, trochę przewrotny, ale dzięki temu każda listopadowa wyprawa jest wyjątkowa.
Dziś nie mogę zejść po schodach. Autentycznie. Każdy ruch to mała negocjacja z własnym ciałem. Trudno – listopad ma swoje prawa. Zakwasy mam potężne, ale to miły rodzaj bólu. Taki, który mówi, że coś się wydarzyło. Byłam. Pamiętałam.
W tych drobnych rytuałach, światełkach na opuszczonych grobach, w poszukiwaniach dziadka i w moich zakwasach jest pamięć, obecność, poczucie humoru i świadomość, że właśnie takie momenty tworzą więzi.
Nadchodzi wieczór, a moje zakwasy mają się świetnie. Chyba nawet lepiej niż ja. Od jutra wypowiadam im wojnę i wracam do moich wędrówek. Niech dziś mają swoje pięć minut. Niech mi przypominają, że warto było iść – nawet jeśli teraz trochę boli.
2 odpowiedzi na „Gdzie jest dziadek?”
-
W piątkowe popołudnie czekałem na wieści z warsztatu samochodowego. Zalegałem przy komputerze dokańczając ostatnie sprawy. Z drugiego końca domu dobiegły szelesty. Może to autosugestia? Kto to wie.
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
-
Szelesty w domu, choć małe i niewinne, potrafią wzbudzić większe emocje niż oczekiwanie na wiadomość z warsztatu. Może autosugestia, ale dzięki niej zwykłe chwile stają się wyjątkowe – tak jak u mnie, gdy zwykła wyprawa na cmentarz zamieniła się w małą przygodę.
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
-








Dodaj odpowiedź do Małgorzata Gromuł Anuluj pisanie odpowiedzi