Czasem ktoś tu wpada przypadkiem i myśli sobie: „Ooo, jaka wesoła istota. Pewnie siedzi sobie w miękkich kapciuszkach, popija latte na mleku owsianym z serduszkiem z pianki, a życie jej furkocze jak firanka na wietrze – lekko i zwiewnie”. No więc… nie.
To, że fikam pajacyka słowami, żongluję metaforami i macham chorągiewką optymizmu, nie oznacza, że wszystko jest proste. Tak, czasem piszę z humorem. Bo humor to mój filtr UV. Chroni i pozwala patrzeć na świat bez mrużenia oczu. Ale jak słońce przygrzeje – to i tak wiadomo, że trochę przypiecze.
Czy mam zmartwienia? A jakże, mam. Niektóre kolekcjonuję jak stare paragony w portfelu: bezużyteczne, ale żal wyrzucić. Mam wzloty, mam upadki, mam fazę „dam radę” i fazę „co ja tutaj robię?”. Normalnie – człowiek
Życie skopało mi tyłek wystarczająco, żeby wiedzieć, że kiedy robi się poważnie – to się robi poważnie. Ale nauczyło mnie też, że kiedy jest moment na śmiech, to nawet trzeba go użyć. Bo dystans nie jest ucieczką. Dystans to miękkie lądowanie.
Kiedyś pisałam tu bardzo serio. Tak, że czytało się to ze wstrzymanym oddechem, a potem trzeba było usiąść z herbatą i popatrzeć w okno. To nadal jest we mnie. Nie wyparowało.
We mnie jest i ta część, która zna zapach szpitalnych korytarzy, ciszę po czyimś ostatnim oddechu i pytania bez odpowiedzi – albo takie, na które odpowiedzi przychodzą za późno. Ale jest też ta część, która potrafi zobaczyć komedię tam, gdzie dramat dopiero ustawia scenografię.
Bo jeśli trzymasz powagę jak sztandar – możesz się w niej zgubić. A jeśli trzymasz ją jak prawdę – wtedy ona niesie, zamiast ciągnąć na dno.
A przecież w codziennym życiu mamy tyle „problemów”, które rosną do rangi tragedii tylko dlatego, że im na to pozwalamy. Zapomniałaś kupić mleko? Katastrofa. Ktoś spojrzał krzywo w tramwaju? Armagedon. A to wszystko ma wagę skarpetki, która zginęła w pralce. Trudno. Znajdzie się albo nie. Świat się nie wali.
Są tacy ludzie, dla których pyłek kurzu na półce jest znakiem końca cywilizacji. Tragedia. Upadek wartości. Syrena alarmowa. Klęska domowego imperium. Patrzysz na nich i wiesz – oni nie walczą z brudem. Oni mają misję.
A ja?
Wczoraj spojrzałam na kurz u siebie i powiedziałam: „Dobra, widzę, że mieszkacie tu już całymi rodzinami. Założyliście mały biznes. Szanuję przedsiębiorczość. Ale moi drodzy – teraz jest czas waszej ewakuacji”. I tak narodził się Raport z linii frontu: ja, odkurzacz i batalion kurzu. Spektakl jednego aktora. Z humorem, a nie tragedią.
Mogłam zrobić to, co robi wiele osób. Uruchomić Sąd Ostateczny Nad Sobą:
– Jak to możliwe, że masz kurz?
– Czy to znaczy, że nie panujesz nad życiem?
– Czy już się stoczyłaś na dno moralnego niechlujstwa?
No przecież znamy te wewnętrzne monologi. Wszyscy.
A jednak nie. Obśmiałam to. Bo nie każda scena zasługuje na tragedię grecką. Czasem wystarczy skecz jednego aktora z miotełką do kurzu w roli miecza.
To nie znaczy, że żyję bez bólu – znam momenty, kiedy oddychanie boli i potrafię o nich pisać, kiedy trzeba. Nadal będę. Ale jeśli temat jest z kategorii: kurz na półce, zupa wykipiała, ktoś się obraził, a w herbacie pływa włos – to niech wygra kabaret.
Życie potrafi kopnąć, przewrócić i sponiewierać. Ale jeśli nauczysz się wyczuwać moment, kiedy można się uśmiechnąć pomimo – stajesz się niezniszczalny w swojej codziennej szarości. Dlatego jeśli mogę wybrać kabaret zamiast dramatu, to ja to wybieram. Nie rzygam tęczą. Ja po prostu wiem, gdzie warto ją domalować.
Nie zmieniłam się więc z osoby „poważnej” w „śmieszną”. Nie robię rebrandingu ani wolty stylistycznej. Jestem człowiekiem wielowymiarowym. Mogę mówić i o śmierci, i o kurzu. Czasem wprost. Czasem przez anegdotę. Jedno nie umniejsza drugiego.
Nie chodzi o to, żeby śmiech zasłonił prawdę. Chodzi o to, że prawda z humorem, z dystansem i z mrugnięciem oka jest łatwiejsza do udźwignięcia.
Humor jest moim trzecim płucem. Kiedy pierwsze dwa zatka ciężar, trzecie pozwala oddychać. Autoironia to mój scyzoryk MacGyvera – można nią ciąć napięcie, otwierać wrota absurdu i robić prześwit na światło.
Można mieć w sobie i słońce, i cień. I smutek, i śmiech. I dramat, i komedię. A ja piszę właśnie z tego miejsca, gdzie jedno spotyka się z drugim.
Jeśli odnajdujesz tu kawałek siebie – to rozgość się. Jesteś w dobrym miejscu.
5 odpowiedzi na „Bez filtra”
-
Czytałam i co chwilę kiwałam głową jakbym siebie słyszała. Ten balans między śmiechem a ciężarem, między kurzem a dramatem genialny. Bo właśnie tak wygląda życie: trochę kabaret, trochę filozofia, trochę walka o ostatnią czystą półkę. Lubię to Twoje „trzecie płuco” humor naprawdę ratuje tlen, kiedy inne zawodzą.😊
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
-
Pięknie to napisałaś. Wygląda na to, że obie umiemy robić lekki teatr z codzienności. Miło Cię tu mieć💛
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
-
☕ Piękny tekst, zatrzymałam się tu dziś dłużej i poczułam, że chcę się nim podzielić. Pozwolę sobie na moim blogu dodać kilka cytatów z tego wpisu i wkleić link do Twojego bloga, żeby inni też mogli je przeczytać i poczuć ten balans między humorem a powagą życia. Dziękuję, że mogłam tu trafić. https://serdecznaprzystan.wordpress.com/2025/11/08/kawa-z-cytatem-troche-humoru-i-refleksji-z-czyjegos-swiata/
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
-
Bardzo mi miło!😊 Mam nadzieję, ze inni też znajda tutaj tu swoje „trzecie płuco”. Dziękuje za piękne słowa i odwiedziny.
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
-
-
[…] Jeśli macie ochotę na więcej, zajrzyjcie do niej – tu jest link: https://odakapitu.com/2025/11/07/bez-filtra/?unapproved=114&moderation-hash=b200d83ebd69ad9cd575… […]
PolubieniePolubienie








Dodaj odpowiedź do Małgorzata Gromuł Anuluj pisanie odpowiedzi