Przy okazji zbliżających się świąt zawsze przygotowuję życzenia dla osób, które są dla mnie ważne. Dla rodziny, dla przyjaciół. Nigdy nie lubiłam standardowych formułek. Zawsze mam poczucie, że są za duże albo za puste, że nie mieszczą się w czyimś życiu. Dlatego dla każdego układam inne. Skrojone na miarę. Jak garnitur uszyty u krawca, który najpierw długo patrzy, mierzy, poprawia, zanim dotknie materiału.
Pisząc życzenia, poświęcam dużo uwagi osobie, do której piszę. Zastanawiam się, co było dla niej trudne w tym roku, co ją ucieszyło, co ją zmęczyło. Co nosi w sobie, nawet jeśli o tym nie mówi. I kiedy tak siedzę nad kartką albo ekranem, coraz częściej łapię się na tym, że to nie jest tylko pisanie życzeń. To jest zatrzymanie się przy drugim człowieku. Prawdziwe. Uważne.
Przy okazji pisania życzeń, zaczęłam myśleć o wszystkich słowach, których używamy na co dzień. O sformułowaniach, które wypowiadamy bez zastanowienia, jakby były częścią instrukcji obsługi świata. „Dzień dobry”, „Co słychać?”. „Trzymaj się”, „Wszystkiego najlepszego”. Mówimy je, bo tak trzeba. Bo tak wypada. Bo ktoś nas tego nauczył. Jakby ktoś dawno temu zainstalował nam je w systemie i od tej pory działają w tle.
Czasem mam wrażenie, że wypowiadamy je, nie sprawdzając nawet, czy ktoś po drugiej stronie jeszcze słucha. Albo czy my sami jesteśmy obecni w tym, co mówimy. Pytamy, ale nie zawsze chcemy usłyszeć odpowiedź. Składamy życzenia, ale rzadko zatrzymujemy się, żeby poczuć, czego naprawdę życzymy drugiemu człowiekowi.
A przecież słowa mają ciężar. Nawet te najprostsze. Albo właśnie te najprostsze. Mogą być jak gest położenia ręki na ramieniu. Albo jak szybkie skinienie głową w biegu. Niby to samo, a jednak zupełnie co innego.
Kiedy szyję życzenia dla bliskich, widzę to bardzo wyraźnie. Jedno zdanie potrafi nagle stać się zbyt ciasne. Inne – idealnie pasuje. Czasem trzeba coś odpruć, czasem zostawić surowy brzeg. I myślę, że w codziennych rozmowach też moglibyśmy być takimi krawcami. Bardziej uważnymi. Obecnymi.
Nie chodzi o to, żeby mówić więcej. Ani mądrzej. Chodzi o to, żeby mówić wolniej. Z intencją. Z ciekawością drugiego człowieka. Żeby pytanie naprawdę było pytaniem, a życzenie – życzeniem, a nie tylko dźwiękiem, który wypada wydać.
Święta i koniec roku to dobry moment, żeby się nad tym zatrzymać. Nie po to, żeby wszystko zmieniać. Raczej po to, żeby przez chwilę być bliżej. Uszyć jedno zdanie specjalnie dla kogoś. Albo zapytać: „co u Ciebie słychać” i naprawdę poczekać na odpowiedź.
Bo czasem największym prezentem nie są słowa. Tylko uwaga, z jaką je wypowiadamy.
2 odpowiedzi na „Słowa szyte na miarę”
-
Beautiful! Nothing is more valuable than the love and care!🎄✨😍
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
-
Thank you 🤗 It’s lovely to know that someone else feels the same – love and care really are the most precious gifts.🎄❤️
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-








Dodaj odpowiedź do Małgorzata Gromuł Anuluj pisanie odpowiedzi