Przenieśmy się na chwilę do czasów, kiedy świat był analogowy. Nie wszystko działało natychmiast. Listy podróżowały przez wiele dni, odpowiedzi przychodziły po tygodniu albo dłużej. Spotkania trzeba było umawiać wcześniej, a rozmowy nie były przerywane dźwiękiem powiadomień. Cisza nie była czymś, co należało natychmiast wypełnić.
Wyobraź sobie, że siadasz przy stole. Przed Tobą kartka papieru. Jeszcze czysta. Długopis leży obok. Za chwilę go użyjesz. Teraz jednak musisz chwilę posiedzieć. Pomyśleć. Pozwolić, żeby słowa same przyszły. Nie ma pośpiechu. Nikt nie czeka na natychmiastową reakcję. Nikt nie zapyta, dlaczego to trwa tak długo.
W końcu podnosisz długopis i stawiasz pierwsze litery. Zdanie przychodzi powoli. Myśl krąży, dopasowuje się, szuka miejsca, w którym mogłaby się zatrzymać. Piszesz niespiesznie. Jedno zdanie brzmi dobrze, inne wraca do poprawki. Skreślasz. Dopisujesz. Zmieniasz kolejność. Słowa muszą się ze sobą zgodzić, zanim zostaną wysłane w świat.
Kartka wypełnia się tekstem. Składasz ją ostrożnie, wkładasz do koperty. Potem wrzucasz do skrzynki. Droga, którą ma przed sobą potrwa długo. A Ty nie masz już nad tym żadnej kontroli.
Potem zaczyna się czekanie. Nie sprawdzisz, czy list już dotarł. Nie dowiesz się, kiedy został otwarty. Nie zobaczysz reakcji po pierwszym zdaniu. Nie przyspieszysz odpowiedzi. Nie zobaczysz potwierdzenia.
Podobnie było z wieloma innymi rzeczami. Jeśli chciałaś coś sobie przypomnieć – nazwisko aktora, fragment wiersza, melodię – zostawałaś z tym pytaniem dłużej. Krążyło w głowie. Wracało przy myciu naczyń, na spacerze, przed zaśnięciem. Pamięć miała czas, żeby pracować. Myśl mogła dojrzewać, zamiast być natychmiast zastąpiona odpowiedzią z zewnątrz.
Na spotkanie trzeba było poczekać. Na ludzi także. Na rozmowy, które nie musiały zaczynać się od konkretu, tylko od milczenia, od oswajania się z obecnością drugiej osoby. Cisza nie była czymś do wypełnienia. Była częścią bycia razem. Myśli nie musiały być skracane do nagłówków. Emocje nie musiały natychmiast znaleźć ujścia. Świat nie popychał – raczej szedł obok.
Cierpliwość przez długi czas była czymś tak oczywistym, że nie trzeba było o niej myśleć. Była wpisana w rytm świata i w rytm relacji między ludźmi. Czekało się na list, na spotkanie, na wiadomość. Czekało się, bo nie było innej możliwości, ale też dlatego, że w tym czekaniu mieściło się coś naturalnego. Czas pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem nie był pusty. Był przestrzenią, w której myśli mogły się ułożyć, emocje opaść, a słowa nabrać właściwego ciężaru.
Dziś żyjemy inaczej. Uwaga przeskakuje z jednego bodźca na drugi Cisza skraca się do sekund pomiędzy kolejnymi dźwiękami, powiadomieniami, obrazami. Czekanie traci sens, bo wszystko da się sprawdzić, przyspieszyć, domknąć. Odpowiedzi przychodzą szybciej, niż zdążymy naprawdę sformułować pytanie. Informacje są pod ręką, reakcje niemal automatyczne, a świat przesuwa się przed oczami w tempie, które rzadko pozwala się przy czymś zatrzymać.
W tym przyspieszeniu czekanie zaczęło być postrzegane jako coś niekomfortowego. Cisza bywa niezręczna. Pauza rodzi napięcie. Brak odpowiedzi potrafi wywołać niepokój – jakby każda chwila bez reakcji była czymś, co wymaga natychmiastowej interwencji.
Z perspektywy psychologii to zrozumiałe. Umysł przyzwyczajony do natychmiastowej gratyfikacji traci tolerancję na brak bodźców. Uwaga się skraca, emocje stają się szybkie i intensywne, ale też krótkotrwałe. Trudniej wytrzymać moment zawieszenia, w którym jeszcze nic się nie wydarzyło, a wszystko dopiero się formuje. A przecież właśnie w takich momentach zachodzą najważniejsze procesy. Tam myśl przestaje być impulsem, a staje się decyzją. Tam emocja przestaje być reakcją, a zaczyna być zrozumiana. Tam relacja zyskuje głębię, bo nie jest ponaglona.
Cierpliwość nie polega na biernym czekaniu ani na rezygnacji. Jest raczej umiejetnością bycia w czasie, który nie daje natychmiastowej nagrody. Zgodą na to, że nie wszystko musi się wydarzyć od razu i że nie każda odpowiedź jest gotowa w chwili, w której jej oczekujemy. To delikatna postawa, w której jest miejsce na uważność, na obserwację, na pozostanie przy czymś dłużej, niż wymaga tego tempo świata.
W takim ujęciu cierpliwość staje się formą troski. O siebie. O drugiego człowieka. O relację. Jest pozwoleniem, by rzeczy mogły dojrzewać we własnym rytmie, bez nacisku i bez pośpiechu. Nie przyciąga uwagi, nie jest spektakularna, nie daje natychmiastowego efektu. Działa cicho, ale zostawia ślad.
Dlatego tak łatwo ją dziś przeoczyć. A jednak to ona sprawia, że słowa mają znaczenie, a nie tylko brzmienie. Że spotkania zostają w pamięci dłużej niż chwilę. Że nie wszystko musi być domknięte od razu, nazwane, wyjaśnione.
Warto czasem wrócić do tego stołu. Usiąść choć na chwilę przed pustą kartką – dosłownie lub w przenośni – i pozwolić sobie nie wiedzieć od razu. Nie reagować. Nie przyspieszać. Dać myślom czas, emocjom przestrzeń, a słowom znaczenie.
2 odpowiedzi na „Bez pośpiechu”
-
Great points! Everything has its own urgency and importance. But a fast response is not always appropriate for important or valuable issues!
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
-
Yes, that’s so true. In a world where everything feels urgent, taking time for what truly matters can make all the difference.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-







Dodaj odpowiedź do Małgorzata Gromuł Anuluj pisanie odpowiedzi