Mówimy młodym, że mogą wszystko. Że świat stoi przed nimi otworem, że granice są do przesuwania, a życie do zaprojektowania. Mówimy to z dobrych intencji, jakby sama możliwość mogła im wystarczyć.
Od bliskiej mi osiemnastolatki usłyszałam jednak coś innego.
„Ja słyszę, że mogę wszystko – powiedziała. – A ja chciałabym wiedzieć, co”.
To zdanie nie było buntem. Było prośbą o kierunek. O ramę. O nazwę rzeczywistości, w której przyszło jej dorastać.
Świat, który opisujemy jako pełen możliwości, jest jednocześnie światem pełnym braków. Brakuje w nim stabilności, przewidywalności i dorosłych, którzy wiedzą – albo przynajmniej potrafią przyznać, że nie wiedzą razem z młodymi. Brakuje wspólnego rytmu, w którym nie trzeba się ciągle definiować, uzasadniać, optymalizować własnego życia.
Dzieci i młodzież dorastają dziś w rzeczywistości, w której wszystko jest opcją, więc nic nie jest pewne. Każdy wybór wydaje się ostateczny, choć teoretycznie można go zmienić. Porażka wygląda jak błąd systemu, a nie jak część drogi.
Dostają narzędzia – język emocji, dostęp do wiedzy, wsparcie technologiczne. Rzadko jednak dostają poczucie, że można się zgubić i nadal być bezpiecznym. Że niepewność nie jest defektem. Że sens nie zawsze przychodzi szybko.
W tej samej rozmowie ta dziewczyna powiedziała jeszcze jedno zdanie:
„To wy nam tak urządziliście świat”.
Nie było w nim oskarżenia. Było zmęczenie.
I to jest fakt. To dorośli zbudowali świat, w którym odpowiedzialność przyszła szybciej niż oparcie. W którym wolność nie ma instrukcji obsługi. W którym młodzi mają sobie poradzić – najlepiej sami, ale z uśmiechem.
W tym kontekście statystyki samobójstw wśród dzieci i młodzieży przestają być tylko liczbami. Stają się językiem rozpaczy tam, gdzie zawiodły inne języki. Gdzie zabrakło słów na lęk, miejsca na słabość i dorosłych gotowych unieść cudzy ciężar choćby przez chwilę.
Samobójstwo nie jest wyborem z nadmiaru możliwości.
Jest odpowiedzią na ich brak – brak sensu, brak nadziei, brak poczucia, że ktoś jeszcze trzyma ten świat w całości.
Młodzi nie odbierają sobie życia dlatego, że „mają wszystko”. Robią to wtedy, gdy nie widzą już żadnej opcji, która byłaby do udźwignięcia.
Jeśli więc pytamy, jak dzieci i młodzież mają odnaleźć się w świecie pełnym możliwości, odpowiedź brzmi: nie odnajdą się sami. Potrzebują granic, które nie są więzieniem. Dorosłych, którzy nie zrzucają na nich całej odpowiedzialności za sens. Świata, który nie tylko obiecuje wszystko, ale potrafi też powiedzieć: „to wystarczy”.
Zanim zapytamy młodych, co sami zrobią z tym światem, warto zapytać siebie, jaki świat im oddajemy. Łatwo uznać ich zagubienie za przejściowy etap. Za coś, co „samo minie”. Tyle że coraz częściej nie mija.
W Polsce samobójstwo jest dziś jedną z głównych przyczyn śmierci wśród nastolatków i młodych dorosłych. Z roku na rok przybywa prób, a w ostatnich latach także zgonów wśród osób, które dopiero zaczynały dorosłe życie. To nie są pojedyncze historie ani efekt „nadwrażliwości”. To trend, który mówi coś o świecie, w jakim przyszło im dorastać.
Te liczby nie biorą się znikąd. Są zapisem momentów, w których ktoś doszedł do wniosku, że nie widzi żadnej opcji, która byłaby do udźwignięcia. Obietnica „możesz wszystko” nie wystarczyła, kiedy zabrakło odpowiedzi na pytanie „co dalej”.
Dlatego samobójstwa młodych ludzi nie są wyłącznie problemem zdrowia psychicznego. Są pęknięciem w opowieści, którą daliśmy im o świecie, możliwościach i odpowiedzialności – i w wielu przypadkach odpowiadają sytuacjom kryzysowym, w których młody czowiek nie ma dostatecznego wsparcia emocjonalnego ani społecznego.
O przemocy i hejcie da się jeszcze pisać. Da się je analizować, liczyć, nazywać. Samobójstwa są momentem, w którym język się urywa.
Kiedy mówimy, że wśród dzieci i młodzieży to jedna z głównych przyczyn śmierci, nie mówimy już o kryzysie psychicznym. Mówimy o końcu drogi.
W Polsce w 2025 roku ponad 160 dzieci i nastolatków odebrało sobie życie, a ponad 2 000 prób samobójczych zarejestrowano w tej samej grupie wiekowej. Na świecie samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci młodych ludzi, często tuż po wypadkach drogowych. Te liczby nie są kolejną statystyką do zapamiętania. Są pytaniem, czy naprawdę wierzymy, że młodzi „dadzą sobie radę”, skoro świat, który im oddaliśmy, sam ledwo stoi.
2 odpowiedzi na “Kiedy wszystko jest możliwe, a nic nie jest pewne”
-
Trudny temat. Wymagania które stawiamy przed młodym pokoleniem są projekcją naszych oczekiwań. Tymczasem każdy musi odnaleźć własną ścieżkę.
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
-
Dziękuję za Twój komentarz. Dokładnie – oczekiwania dorosłych potrafią przytłoczyć. Dlatego naszym zadaniem jest być obok młodych, dawać wsparcie i ramy, które pomagają im iść swoją drogą, zamiast narzucać cudzą wizję życia.
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
-








Dodaj odpowiedź do Małgorzata Gromuł Anuluj pisanie odpowiedzi