Może ktoś kiedyś powiedział Ci, jaki jesteś. Może nawet nie jeden raz. I jest spora szansa, że do dziś nosisz to zdanie w sobie.
A teraz wyobraź sobie, że ktoś właśnie zadaje Ci pytanie:
„Kim jesteś?”.
Przez chwilę wszystko wydaje Ci się proste. Odpowiedź masz pod ręką – wystarczy powiedzieć kilka słów o sobie. Imię. Wiek. Płeć. Miejsce. Zawód. Role, które pełnisz. Możesz dorzucić kilka cech, historii i przekonań. Ale coś nie pozwala przejść dalej tak łatwo. Bo im dłużej o tym myślisz, tym bardziej czujesz, że żadna odpowiedź nie trafia w punkt.
I właśnie od takiego momentu zaczyna się „Świat Zofii” autorstwa Jostein Gaarder. Zofia nie dostaje definicji. Dostaje pytania. I tak jak Ty przed chwilą, zostaje z tymi pytaniami na dłużej. I chyba dlatego ta historia porusza – bo nie zamyka, tylko otwiera.
Jedno z pierwszych pytań, które otrzymuje Zofia od tajemniczego filozofa, brzmi właśnie tak:
„Kim jesteś?”
I zarówno Zofia, jak i my możemy dawać cały wachlarz odpowiedzi, ale żadna z nich nie będzie pełna.
Bo kim właściwie jesteśmy? Tym, co o sobie myślimy? Tym, co widzą inni? A może czymś, czego jeszcze nawet nie potrafimy nazwać?
To pytanie nie jest tylko filozoficzną ciekawostką. Ono wraca. W momentach przełomu. W chwilach, kiedy coś przestaje pasować. Kiedy nagle orientujesz się, że to, kim byłeś jeszcze chwilę temu, już nie do końca działa.
„Kim jesteś?”
Rzecz w tym, że bardzo wcześnie uczymy się odpowiadać na to pytanie. Za szybko. Ktoś coś o nas mówi, nazywa, przypina łatkę: „jesteś nieśmiały”, „jesteś trudna”, „jesteś odpowiedzialny”, „jesteś taka, a nie inna”. I często nawet nie zauważamy momentu, w którym zaczynamy w to wierzyć. Zaczynamy mieścić się w tej jednej wersji siebie. Dopasowywać do niej. Pilnować, żeby jej nie naruszyć. Jakbyśmy byli modelem, który raz został określony – i już taki ma zostać.
Tylko że człowiek tak nie działa. I chyba nigdy nie działał. Człowiek nie jest zamknięty definicją.
Jesteśmy tym, kim byliśmy jako dzieci – zanim ktoś powiedział nam, jacy „powinniśmy być”. Jesteśmy tym, czego się nauczyliśmy. Tym, co przeżyliśmy. I tym, kim dopiero się stajemy.
Nosimy w sobie sprzeczności, które nie chcą się uporządkować. Delikatność i siłę. Potrzebę bliskości i potrzebę samotności. Spokój i zamęt. I żadna z tych rzeczy nie wyklucza drugiej.
A jednak próbujemy to uprościć. Wybrać jedną wersję siebie. Jedno zdanie, które nas opisze. Bo to wygodne, czytelne i inni wiedzą, czego się spodziewać.
Tylko prawda jest mniej wygodna. Nie jesteśmy czymś skończonym. Jesteśmy w ciągłym ruchu. Zmieniają nas ludzie. Doświadczenia. Czas. Czasem przypadek. Decyzje, które podejmujemy – i te, których nie podejmujemy.
I to nie jest błąd. To jest nasza natura.
Dlatego do tego pytania warto wracać. Nie raz. Nie po to, żeby w końcu znaleźć jedną, właściwą odpowiedź. Ale po to, żeby zobaczyć, jak ta odpowiedź się zmienia.
„Kim jesteś?”
Dzisiaj możesz odpowiedzieć inaczej niż rok temu. I inaczej niż za rok. I to wciąż będziesz Ty.
Bo można być wrażliwym i jednocześnie silnym. Można być elastycznym i mieć swoje granice. Można się zmieniać i nie tracić siebie.
Jesteśmy więksi niż słowa, którymi próbujemy się opisać. I w tym właśnie jest nasza największa wolność – w momencie, w którym przestajemy próbować zmieścić się w jednym zdaniu. Bo człowiek nie jest definicją. Jest historią, która cały czas się pisze.
Pozwól, że zostawię Cię dzisiaj z tym jednym pytaniem:
„Kim jesteś?”
2 odpowiedzi na “Kim jesteś?”
-
To pytanie jest jak próba złapania węgorza gołymi rękami…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-
Hahaha, dziękuję za tego węgorza – zostaje w głowie. I chyba o to właśnie chodzi w tym pytaniu – żeby trochę się wymykało i nie dawało się zamknąć w jednej odpowiedzi.
PolubieniePolubienie
-







Witaj! Twoja opinia jest ważna.