Korporacja

Conference room without people

W tej firmie pracuję od dawna.
Nie pamiętam dokładnie, kiedy zostałam zatrudniona. Umowa była chyba bezterminowa, choć nikt nigdy nie dał mi jej do podpisania.

Najgorsze jest to, że z tej firmy nie można się zwolnić. Próbowałam. Zmieniałam stanowiska, składałam podania o urlop, kilka razy nawet rozważałam całkowite odejście. Bezskutecznie.

W poniedziałek znowu mam zebranie zarządu. Jak zwykle o ósmej rano.

Zarząd jest dość liczny, choć ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie, że część jego członków mogłaby spokojnie zrezygnować z udziału w posiedzeniach. Zwłaszcza ten, który zawsze pyta: „A co, jeśli…?”. I ten, który po fakcie doskonale wie, co należało zrobić.

Decyzje podejmowane są demokratycznie, chociaż nie zawsze wiadomo, kto w danym momencie ma większość.

Zarząd podejmuje decyzje, a HR pilnuje, żeby pracownik za nimi nadążał. Mój przypadek pozostaje przedmiotem szczególnej uwagi.

HR nie zajmuje się tylko rekrutacją – nadzoruje również moją bieżącą wydajność. Wczoraj miałam rozmowę okresową.

– Czy jest pani zadowolona ze swojej dzisiejszej wydajności?

– Nieszczególnie.

– Zauważyliśmy.

– Miałam dużo innych spraw.

– Wszyscy mamy dużo innych spraw.

– Ale załatwiłam kilka zaległych kwestii.

– Owszem.

Krótka przerwa.

– A blog?

– Nie napisałam.

– Rozumiem. A książka?

– Też nie.

HR zanotował coś w dokumentacji.

– Jak ocenia pani realizację swoich celów rozwojowych?

– Na ten moment?

– Tak.

– Nisko.

– Dobrze. Proszę usiąść. Porozmawiamy o obszarach do poprawy.

Z działem bezpieczeństwa mam mniej przyjemne relacje. Jego zadaniem jest przewidywanie zagrożeń i wykonuje je z przesadnym wręcz zaangażowaniem. Każdą zmianę analizuje pod kątem potencjalnych konsekwencji.

Nowa decyzja? Ryzyko.

Nowy człowiek? Ryzyko.

Wyjście ze strefy komfortu? Wysokie ryzyko.

Czasami mam wrażenie, że gdybym chciała zrobić coś naprawdę odważnego, dział bezpieczeństwa poprosiłby mnie najpierw o przygotowanie analizy ryzyka. A potem zaleciłby pozostanie na dotychczasowym stanowisku.

Jest też archiwum – dział o bardzo specyficznej polityce przechowywania danych. Nie pamięta, co wydarzyło się wczoraj, za to bez najmniejszego problemu odnajduje rozmowę sprzed siedemnastu lat, w której powiedziałam coś, czego dziś żałuję.

Nie wiem, jak to robi. Podejrzewam, że dokumenty dotyczące moich sukcesów archiwizuje w całkowicie innym segregatorze.

Z działem kontroli nie da się dyskutować. Zawsze przychodzi po fakcie.

– Dlaczego podjęła pani tę decyzję?

– Wtedy wydawała mi się słuszna.

– Rozumiem.

To „rozumiem” nie oznacza niczego dobrego.

– Czy rozważała pani inne możliwości?

– Tak.

– Jakie?

– Nie pamiętam.

– W takim razie proszę uzupełnić dokumentację.

A potem przychodzi księgowość – najbardziej skrupulatny dział w całej firmie. Nie interesuje jej, czy coś było potrzebne. Interesuje ją, czy było uzasadnione.

Wczoraj chciałam kupić sobie sukienkę. Sprawa została natychmiast skierowana do weryfikacji.

– Czy jest pani pewna, że ta sukienka jest pani potrzebna?

Nie byłam.

– Czy posiada pani już sukienki?

Posiadałam.

– W takim razie proszę uzasadnić zakup.

Nie kupiłam. Księgowość odnotowała oszczędność.

Najwięcej pracy księgowość ma jednak przy zamykaniu okresów rozliczeniowych: pod koniec roku, przy okrągłych urodzinach, po większych życiowych zmianach i wtedy, gdy coś definitywnie się kończy. Wtedy otwiera stare segregatory i zaczyna robić bilans.

Liczy decyzje. Niewykorzystane możliwości. Popełnione błędy. Rzeczy, które można było zrobić inaczej. Wiadomości, których nie wysłałam – i te, które wysłałam zdecydowanie zbyt szybko.

Księgowość ma jednak pewną zawodową przypadłość: łatwiej podsumowuje rubrykę „Winien” niż „Ma”. Straty są dokładnie opisane, błędy mają swoje pozycje, a niewykorzystane szanse zostają zaksięgowane z należytą starannością. Zyski bywają trudniejsze do odnalezienia.

Czasami mam nawet wrażenie, że księgowość nalicza odsetki od spraw, które wydarzyły się kilkanaście lat temu.

Nie wiem nawet, kto jest właścicielem tej firmy. Nie pamiętam też, kto mnie zatrudnił. Wiem tylko, że pracuję tu od kilkudziesięciu lat i że wszystkie działy mają ze mną coś wspólnego.

Czasem zastanawiam się, czy nie przydałaby się tu jakaś reorganizacja.

Ale kto miałby ją przeprowadzić?

Zarząd? HR? Dział kontroli? Księgowość?

Wszyscy mają swoje zdanie.

I mam wrażenie, że wszyscy mówią moim głosem.

3 odpowiedzi na “Korporacja”

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Thank you on behalf of the entire company.😉

      Polubione przez 1 osoba

  1. Awatar mr Andrzej Włodarczyk

    Najbardziej trafia do mnie ta obserwacja, że w korporacji człowiek może być jednocześnie bardzo zajęty i mieć poczucie, że tak naprawdę niewiele z tego wynika. Te wszystkie spotkania, tabelki i „pilne” tematy potrafią stworzyć niezłą iluzję produktywności. I chyba najgorsze jest to, że po pewnym czasie łatwo się do tego przyzwyczaić i uznać taki tryb za coś zupełnie normalnego.

    Polubione przez 2 ludzi

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.