Czasem zastanawiam się, po co piszę bloga. Naprawdę.
Nigdy nie marzyłam o miejscu, w którym mogę mówić wszystko, co chcę, tylko dlatego, że nikt mi nie przerwie. Nie po to zaczynałam pisać. Chciałam, żeby te słowa coś wnosiły. Żeby po drugiej stronie był człowiek, który znajdzie w nich coś dla siebie. Chociaż jedną myśl. Jedno zatrzymanie. Jedno „ja też”.
A jednak przez cały ten czas wracało do mnie pytanie: czy to ma sens?
Kilka miesięcy temu opowiedziałam Wam historię Pani Doktor. Historię kobiety, która była przy mojej drugiej Mamie wtedy, gdy choroba odbierała nam grunt pod nogami. Historię człowieka, który potrafił widzieć ludzi tam, gdzie inni widzieli już tylko wyniki badań i rokowania – a właściwie ich brak.
Przy okazji tamtego tekstu poprosiłam Was także o wsparcie Fundacji, którą Pani Doktor prowadzi wraz z mężem. Odpowiedzieliście tak licznie, że długo nie mogłam w to uwierzyć. Ludzie przychodzili na blog setkami. Czytali. Udostępniali. Wspierali. A suwak zbiórki przesuwał się coraz dalej.
Potem życie napisało kolejny rozdział…
Odeszła moja Grażynka. Przyjaciółka. Rodzina z wyboru.
Przed pogrzebem jej córka poprosiła, by zamiast kwiatów wesprzeć zwierzęta. Grażynka je kochała. Siedziałam wtedy i zastanawiałam się, komu pomóc. Odpowiedź przyszła sama.
Dostałam wiadomość, że ta sama Fundacja znów potrzebuje wsparcia. Tym razem dla Tajgi.
Napisałam kolejny tekst. I znów wydarzyło się coś niezwykłego. Ludzie przyszli. Czytali. Udostępniali. Pomagali. A zbiórka rosła tak szybko, że w kilka dni udało się zebrać więcej, niż początkowo zakładano.
Dziś dowiedziałam się, że Tajga walczy. Jest młoda i to działa na jej korzyść. Lekarze powiedzieli, że ma szansę, bo widać wyraźną poprawę.
I w tym miejscu przypomniał mi się komentarz, który wiele miesięcy temu zostawiła pod jednym z moich tekstów pewna blogerka. Napisała, że internet jest miejscem, gdzie można mówić bez końca, ale równie łatwo można zostać zapomnianym. Że słowa potrafią tworzyć iluzję bliskości.
Może miała rację. Ale tylko częściowo.
Bo dziś patrzę na tę historię i widzę coś więcej niż słowa.
Widzę moją drugą Mamę.
Widzę Panią Doktor.
Widzę Fundację.
Widzę Grażynkę.
Widzę Tajgę.
Widzę ludzi, którzy nigdy się nie poznali, a jednak połączyło ich dobro.
I nagle zrozumiałam, że czasem tekst jest tylko początkiem. Słowa mogą stać się wpłatą. Mogą stać się udostępnieniem. Mogą stać się decyzją, żeby pomóc. Mogą być prostym „tak”, wypowiedzianym wtedy, gdy ktoś prosi o wsparcie.
Nie wiem, ile dobra wydarzyło się dzięki tym dwóm tekstom. Nie umiem tego policzyć. Ale wiem jedno.
Dzisiaj po raz pierwszy od dawna nie zastanawiam się, po co piszę bloga.
Bo jeśli czasem słowa potrafią stać się mostem między jednym sercem a drugim, to warto. Naprawdę warto.
A skoro ta historia zatoczyła kolejne koło, pozwolę sobie wrócić do miejsca, od którego wszystko się zaczęło.
Fundacja nadal walczy o zdrowie Tajgi.
Dziś jest lepiej. Jest nadzieja. Są efekty leczenia. Ale przed nią operacja miednicy, rehabilitacja i koszty, których nie da się pokryć samą dobrą wolą. Zebrane dotychczas środki pozwoliły sfinansować diagnostykę i leczenie, ale to jeszcze nie koniec tej drogi.
Kiedy czytałam najnowsze informacje o jej stanie, pomyślałam o czymś, czego wcześniej nie dostrzegłam.
Między Mamą, Panią Doktor, Grażynką, Tajgą i Wami nie ma właściwie żadnego logicznego połączenia. A jednak ono istnieje. Tworzą je ludzie, którzy nie przechodzą obojętnie obok cudzego bólu.
Dlatego jeśli czujecie, że chcecie dołożyć do tej historii swoją małą cegiełkę, zostawiam link do zbiórki.
Może będzie to kilka złotych.
Może udostępnienie.
Może zwykłe powiedzenie o niej komuś znajomemu.
Nauczyłam się już, że bardzo wiele wielkich rzeczy zaczyna się od bardzo małych gestów.
A dobro ma niezwykłą właściwość – kiedy ruszy w drogę, często dociera znacznie dalej, niż potrafimy sobie wyobrazić.
Na marginesie — „Ważne” to piosenka, która towarzyszyła mi przy pisaniu tego tekstu. Stąd tytuł tego wpisu.
👉 Link do zbiórki: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/tajga-powrot-szczescia 👈







Witaj! Twoja opinia jest ważna.