Przyszedł nieproszony. Miał zabłocone buty, ale ich nie wytarł.
– Smutek jestem – rzucił od progu i wszedł do środka.
Rozpoznałam go od razu. Bywał tu czasami.
Pewnym krokiem przeszedł do pokoju, zostawiając ślady na podłodze. Rozsiadł się tam, gdzie zwykle. Założył nogę na nogę, spojrzał na mnie i zdmuchnął resztki uśmiechu z moich ust.
– Znowu ty – powiedziałam cicho.
– Zawsze ja – odpowiedział bez zastanowienia.
– Myślałam, że z czasem rzadziej przychodzisz.
– Nie – spojrzał na mnie. – Z czasem tylko łatwiej mnie rozpoznajesz.
– Można się do ciebie przyzwyczaić? – zapytałam po chwili.
– Można – kiwnął głową. – Ale to nie znaczy, że robi się lżej.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Tym razem nie pytałam, po co przyszedł. Wiedziałam.
Nie wiem jeszcze, co z nim zrobię. Na razie pozwalam mu być.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.