Ludzie zbierają różne rzeczy. Jedni zbierają znaczki. Inni książki. Jeszcze inni wspomnienia, zdjęcia albo przedmioty, które „kiedyś się przydadzą”, choć to „kiedyś” nigdy nie następuje.
Ja kolekcjonuję słowa.
Nie trzymam ich w klaserze ani w szklanej gablocie. Nie układam alfabetycznie. One mają swoje miejsce w pamięci. Czekają tam, aż znowu się odezwą. Pojawiają się nagle. Zaczepiają mnie w zdaniu zasłyszanym mimochodem, w książce otwartej na przypadkowej stronie, w rozmowie, która nie była o nich, a jednak je przywołała.
I wtedy zaczyna się ich sprawdzanie. Obracam je w myślach jak kamień w dłoni. Patrzę z różnych stron. Szukam znaczeń, które nie są od razu widoczne. Czasem zostaje rytm, czasem historia, czasem tylko niepokój.
Jednym z tych słów jest mimikra.
Mimikra to biologiczna strategia przetrwania. Motyle przypominają liście, owady udają gałązki, a niejadowite gatunki upodabniają się do jadowitych. Im lepiej potrafią zmylić otoczenie, tym większa ich szansa na przeżycie.
Człowiek również uczy się przez naśladowanie. W dzieciństwie kopiujemy dorosłych. Uczymy się języka, gestów, sposobu myślenia i reagowania. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby na tym się kończyło. Ale człowiek nie tylko naśladuje zachowania. Czasem zaczyna naśladować również tożsamość.
Czy można przejąć cudzą tożsamość tak dokładnie, by stała się własną?
Wyobraźmy sobie eksperyment myślowy. Naukowiec tworzy idealną replikę człowieka. Atom po atomie. Z identycznym ciałem, pamięcią, charakterem i doświadczeniami. W chwili powstania nie ma między nimi żadnej różnicy. A jednak wystarczyłaby pierwsza sekunda po spotkaniu. Ich doświadczenia zaczęłyby się rozchodzić. Oryginał i kopia przestaliby być dwiema wersjami tego samego człowieka, stając się dwiema osobnymi historiami. Bo tożsamość nie jest statycznym zapisem człowieka. Można odtworzyć formę, język czy sposób bycia, ale nie da się przejąć cudzego doświadczenia bycia sobą.
Przez chwilę można uznać, że to wyłącznie abstrakcja. Ale im dłużej się nad tym zastanawiam, tym wyraźniej widzę, że to pytanie o kopię nie zaczyna się w laboratorium. Zaczyna się dużo wcześniej. W sposobie, w jaki ludzie opisują samych siebie. W tym, jak szybko pojawia się potrzeba dopisania siebie do cudzej historii. I właśnie tam – między inspiracją a deklaracją – rodzi się ludzka mimikra.
W codziennym życiu mimikra nie ogranicza się do kopiowania wyglądu – polega przede wszystkim na przejmowaniu cudzej opowieści o sobie. Problemem nie jest opowieść, tylko moment, w którym zastępuje ona realne doświadczenie. Zamiast praktyki pojawia się narracja o praktyce. Zamiast pracy – obraz osoby, która pracuje. A między nimi nie zawsze można postawić znak równości. Mimikra karmi się wizerunkiem, nie wysiłkiem.
Inspiracja prowadzi do działania. Mimikra zatrzymuje się na obrazie. Można skopiować styl, przejąć czyjś język lub opisać siebie cudzymi kategoriami. Ale nie da się zastąpić wysiłku, z którego wyrasta to, co rzeczywiście zostało zrobione. Początkowo trudno odróżnić autentyczność od jej imitacji, bo obie mogą wyglądać podobnie. Dopiero czas pokazuje, czy za opowieścią stoi praktyka.
Nie ma ostrej granicy między naśladowaniem a byciem sobą. Człowiek zawsze zaczyna od tego, co widzi u innych. Różnica pojawia się wtedy, gdy inspiracja prowadzi do własnej drogi, a nie do zastąpienia jej cudzym obrazem. Bo jeśli da się stworzyć identyczną wersję człowieka, to gdzie kończy się „ja”, a zaczyna kopia?
Można kogoś naśladować. Można się do kogoś upodobnić. Można nawet przejąć jego sposób mówienia, myślenia czy opowiadania o sobie. Ale nie da się przejąć miejsca, z którego jest się sobą.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.