W kalendarzu wreszcie pojawił się dzień, o którym mogę powiedzieć, że to moje święto. Dziś obchodzimy Dzień Przeciwdziałania Prokrastynacji. Jako osoba pisząca mam z tym zjawiskiem pewne doświadczenie. Moje wrześniowe wyzwanie, polegające na pisaniu codziennie, jest w pewnym sensie treningiem w walce z odkładaniem wszystkiego na później. Codziennie trzeba usiąść i coś napisać. Nie jutro. Nie wtedy, kiedy będzie więcej czasu. Nie kiedy pojawi się odpowiedni temat, odpowiedni nastrój i odpowiednia ilość kofeiny. Dzisiaj.
Dlatego z okazji mojego święta, w oparciu o własne doświadczenie, postanowiłam napisać poradnik dla osób piszących.
Zacznijmy od najważniejszego. Nie zaczynaj pisać od razu. Najpierw trzeba się odpowiednio przygotować. Zrobić kawę. Sprawdzić pocztę. Odpowiedzieć na wiadomości. Zajrzeć do mediów społecznościowych – najlepiej tylko na chwilę, ponieważ człowiek powinien przecież wiedzieć, co się dzieje. Potem można zrobić jeszcze jedną kawę.
Kiedy wszystkie pilne sprawy zostaną już załatwione, można spokojnie zabrać się za pisanie. Oczywiście pod warunkiem, że mamy pomysł. Jeśli nie mamy, należy poczekać. Pomysł pojawi się wtedy, kiedy przestaniemy na niego czekać. Najlepiej pod prysznicem. Ewentualnie na spacerze albo w samochodzie. W nocy. W każdym razie nie wtedy, kiedy siedzimy przed czystą kartką.
Jeśli jednak pomysł jakimś cudem się pojawi, nie należy od razu pisać. Najpierw trzeba znaleźć tytuł. Tytuł jest niezwykle ważny. Można poświęcić mu tyle czasu, ile normalnie poświęcilibyśmy na napisanie całego tekstu. Kiedy tytuł już jest gotowy, można przejść do pierwszego zdania.
Nie należy pisać pierwszego zdania, które przyjdzie do głowy. Pierwsze zdanie musi być dobre. Najlepiej bardzo dobre. A jeśli nie jest dobre, można przez dwadzieścia minut zastanawiać się, dlaczego. W ten sposób mija kolejne dwadzieścia minut, ale przynajmniej mamy poczucie, że pracujemy. Jeśli nadal nie jest, należy je skreślić i napisać inne. Jeżeli drugie również nie jest dobre, można wrócić do pierwszego.
Po pewnym czasie możemy wrócić do tytułu. Teraz trzeba zastanowić się, czy lepiej postawić przy nim pytajnik, czy kropkę. Można nawet napisać trzy różne tytuły i nie wybrać żadnego. To bardzo produktywna forma prokrastynacji, ponieważ wygląda jak pisanie.
A jeśli wszystko inne zawiedzie, pozostaje najskuteczniejsza metoda: przełożyć pisanie na jutro. Jutro będzie więcej czasu, więcej energii. Jutro pomysł przyjdzie sam.
Jeśli potrzebujecie porad również w innych dziedzinach, możecie zostawić propozycje tematów w komentarzach. W razie potrzeby mogę napisać poradnik o tym, jak znaleźć powód, żeby nie robić tego, na co nie mamy ochoty, jak zrobić listę rzeczy do zrobienia, których nigdy nie zrobimy, albo jak stworzyć problem, a następnie skutecznie go rozwiązać.
Możliwości są nieograniczone. Tak samo jak czas, który można stracić na ich rozważanie.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.