W związku z przypadającym dzisiaj Światowym Dniem Jabłka jestem zmuszona zająć stanowisko w sprawie jabłek. Sytuacja nie jest prosta.
Dzisiejszy układ w kalendarzu świąt nietypowych pozostawił mi bowiem niewielkie pole manewru. O Międzynarodowym Dniu Tajniaka nie będę pisać, ponieważ nie jestem tajniakiem i nie mam pojęcia, jak się nim zostaje. O Światowym Dniu Wścieklizny również nie będę pisać, bo nie jest to temat, przy którym chciałabym spędzić popołudnie.
Pozostało jabłko.
W związku z powyższym niniejszym oświadczam: Nie lubię jabłek.
Może nie jest to najlepszy moment na takie wyznanie. Szczególnie że Światowy Dzień Jabłka aż się prosi o tekst pełen zachwytów nad papierówkami, szarlotką, sadem i pierwszym jesiennym chrupnięciem.
Nic z tego. Nie jestem właściwą osobą do zachwycania się jabłkiem od strony konsumpcyjnej.
Ale skoro już zostałam z nim sam na sam, postanowiłam sprawdzić, co właściwie można o nim powiedzieć. Okazuje się, że jabłko ma życiorys. I to całkiem pokaźny.
Zaczęło się od Eris, bogini niezgody, która rzuciła jabłko między Herę, Atenę i Afrodytę. Na owocu widniał napis „dla najpiękniejszej”. Niewinny konkurs piękności skończył się wyborem Parysa, Heleną, Troją i wojną. W tym miejscu warto odnotować, że jabłko od początku swojej kariery nie ograniczało się wyłącznie do dostarczania witamin.
Później pojawiło się w raju. Tyle że Biblia wcale nie mówi, że owoc z drzewa poznania dobra i zła był jabłkiem. To człowiek dopisał mu tę rolę. A potem poszedł jeszcze dalej – uwypuklenie krtani nazwał „jabłkiem Adama”.
Nie był to zresztą koniec jego kariery językowej. „Niedaleko pada jabłko od jabłoni” – mówimy o podobieństwie dzieci do rodziców. Chociaż moja córka mawia: „Jaka mać, taka nać”. Można też kogoś zbić na kwaśne jabłko albo być amatorem kwaśnych jabłek. Jak widać, jabłko potrafiło wejść nam nawet do języka.
Następnie dostało rolę w bajce. Królewna Śnieżka. Zatrute jabłko. Jedno ugryzienie i niewinna przekąska staje się narzędziem zbrodni. U Brzechwy sytuacja wygląda już mniej dramatycznie – w jabłku mieszka robaczek. Wilhelm Tell również nie miał z jabłkiem łatwo. Musiał zestrzelić je z głowy własnego syna.
Newtonowi natomiast – przynajmniej według popularnej opowieści – jabłko spadło na głowę i przyczyniło się do jednego z najsłynniejszych odkryć w historii nauki.
Na tym etapie można by pomyśleć, że jabłko zrobiło już wystarczająco dużo. Nic bardziej mylnego.
Trafiło jeszcze do sztuki. René Magritte namalował „Syna człowieczego” – mężczyznę w meloniku, którego twarz zasłania zielone jabłko.
A potem pojawiło się Apple. Nadgryzione jabłko stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków technologii.
Przy okazji mamy legendę łączącą logo firmy z Alanem Turingiem, jednym z pionierów informatyki. Turing zmarł w 1954 roku w wyniku zatrucia cyjankiem, a obok jego ciała znaleziono nadgryzione jabłko. Z czasem zaczęto łączyć te fakty z logo Apple, choć jego projektant, Rob Janoff, zaprzeczał, żeby inspirował się Turingiem.
Na tym kończę część dokumentacyjną niniejszego oświadczenia.
Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym muszę przyznać, że jabłko ma imponujące CV: mitologia, raj, przysłowia, literatura, nauka, sztuka, technologia. Jak na owoc, który po prostu rośnie na drzewie – jest to dorobek bezsprzeczny.
W związku z powyższym składam jabłku oficjalne gratulacje z okazji jego święta.
Powyższe nie wpływa jednak na zmianę decyzji.
Odmowa konsumpcji pozostaje prawomocna.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.