Od kilku godzin próbuję coś napisać. O Niej. O sobie. O tym, co się stało. I wszystko wydaje mi się nieprawdziwe.
Bo prawda jest bardzo prosta.
Nie ma już jednego z tych ludzi, których obecność sprawia, że świat wydaje się lepszym miejscem.
Tak po prostu.
Nie potrafię napisać tego mądrzej. Nie znajduję pocieszenia w wielkich słowach o przemijaniu, czasie czy życiu.
Myślę tylko o tym, że są ludzie, których obecność bierze się za rzecz oczywistą. Wydaje się, że będą zawsze. Że zawsze będzie można do nich zadzwonić. Że zawsze gdzieś są.
A potem przychodzi dzień, w którym okazuje się, że nie. I zostaje po nich nie tylko smutek. Zostaje także tęsknota za samym faktem, że byli. Za świadomością, że istnieją gdzieś na świecie.
Dzisiaj najbardziej brakuje mi tego, by móc znowu o Niej pomyśleć: dobrze, że jesteś.
Mój świat się skurczył.







Witaj! Twoja opinia jest ważna.