To było jedno z tych spokojnych popołudni, kiedy świat zwalnia prawie niezauważalnie, a myśli w końcu mają miejsce, żeby wybrzmieć. Przy herbacie, z notesem obok, tłumaczyłam wnukowi potęgi. Jak z dwójki robi się osiem. Jak liczba rośnie i nagle staje się czymś większym, niż na początku się wydawała.
I wtedy pomyślałam, że dokładnie tak samo obchodzimy się z własnym życiem.
Jeden drobny błąd potrafi urosnąć w głowie do katastrofy. Jedno nieuważne słowo staje się dowodem na to, że wszystko zmierza w złym kierunku. Jedna wiadomość bez odpowiedzi zamienia się w dziesiątki dopisanych historii. Robimy to szybko, prawie bezwiednie. Mnożymy emocje i scenariusze szybciej, niż zdążymy zapytać, czy w ogóle są prawdziwe.
Najczęściej nawet tego nie zauważamy. To dzieje się automatycznie. Myśl rośnie od kolejnej myśli, lęk dokłada się do lęku i po chwili coś małego zaczyna zajmować całą przestrzeń. Tak jak w matematyce – wystarczy wykładnik, żeby niewielka liczba nagle stała się ogromna.
Ale działa to też w drugą stronę. Czasem jeden drobny gest zostaje z nami na cały dzień. Jedno spojrzenie przynosi spokój. Krótka rozmowa poprawia nastrój bardziej, niż moglibyśmy się spodziewać. Niektóre chwile też potrafimy potęgować – tylko że wtedy rosną w nas rzeczy dobre.
Dopiero następnego dnia, przy tłumaczeniu pierwiastków, przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. W matematyce pierwiastek sprowadza liczbę do jej właściwej skali. I może w życiu też czasem potrzebujemy czegoś podobnego.
Zatrzymania. Uważności. Chwili, w której przestajemy dopisywać kolejne wersje wydarzeń i patrzymy na sytuację taką, jaka naprawdę jest.
Bez katastrof tworzonych na zapas. Bez rozmów, które nigdy się nie wydarzyły. Bez ciężaru, który urósł tylko dlatego, że zbyt długo nosiliśmy go w głowie.
I czasem łapię się na tym, że wszystko wraca do punktu wyjścia dopiero wtedy, gdy przestaję to liczyć. Gdy odkładam myśl, zanim zdąży się podnieść do potęgi.
2 odpowiedzi na “Potęgi i pierwiastki”
-
A ja uważam, że nic w życiu nie wraca do punktu wyjścia. Każda myśl, każde wydarzenie pozostawiają w nas trwały ślad. Możemy się zatrzymywać, być uważni na wszystko tu i teraz, ale w takim stanie nie da się tkwić wiecznie. Ulga jest więc ulotna. Dobre jednak i to!
PolubieniePolubienie
-
Masz rację. Chyba nic nie wraca dokładnie do punktu wyjścia. Każda myśl i każde doświadczenie coś w nas zostawia. A ja myślałam raczej o tym, że to my potrafimy to jeszcze dodatkowo „podnosić” w sobie – dopisywać znaczenia, które sprawiają, że małe rzeczy zaczynają rosnąć ponad swoją skalę.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
-








Witaj! Twoja opinia jest ważna.