„Mój umysł lubi się guzdrać, wałęsać się, zmieniać trasę. Nie wiem, o czym napiszę za chwilę”.
– Natalia de Barbaro, Przędza

Ja też tak mam.

Właściwie ten wrześniowy challenge jest na to całkiem dobrym dowodem. Siadam do komputera i wiem, o czym mam napisać. Dzisiaj na przykład wiem, że jest pierwszy dzień jesieni. Wiem też, że w kalendarzu nietypowych świąt znalazłam Dzień Spadającego Liścia. I tyle. Reszta się okaże.

Mój umysł nie bardzo lubi chodzić wyznaczonymi trasami. Zamiast prosto do celu potrafi skręcić w lewo, zatrzymać się przy czymś zupełnie niepotrzebnym, wygrzebać z pamięci historię sprzed piętnastu lat, wrócić, zrobić kółko i dopiero wtedy łaskawie przypomnieć mi, po co właściwie tu przyszłam.

Trochę jak liść.

Spada z drzewa i też nie ma specjalnie wyznaczonej trasy. Mógłby spaść prosto na ziemię. Ale akurat zawieje wiatr, więc leci w bok. Potem trochę do góry. Potem znowu w dół. Może zatrzyma się na chwilę na czyimś balkonie? Może wyląduje w kałuży? A kto wie, może przyklei się do samochodu i pojedzie kilka kilometrów, zanim ktoś go strzepnie? I właściwie nie wiadomo, gdzie skończy.

Bardzo podoba mi się ta metafora… Właściwie mam ich dzisiaj kilka…

Bo spadający liść może być metaforą przemijania. Wiadomo. Wiosna, lato, jesień. Zielony, żółty, czerwony, brązowy. A potem ziemia.

Może być metaforą odpuszczania. Żeby spaść, trzeba przestać trzymać się gałęzi.

Może być metaforą zmiany. Liść nie przestaje być liściem tylko dlatego, że przestaje być na drzewie.

Może być metaforą niepewności – bo przecież nie wie, gdzie wyląduje.

Może być nawet metaforą podejmowania decyzji. Chociaż to już chyba trochę za dużo jak na jeden liść.

A jednak coś w tym jest. Bo człowiek ma czasami dokładnie taki problem jak ja dzisiaj. Mnogość możliwości. Mogę napisać o jesieni. Mogę o liściu. Mogę o przemijaniu. O zmianach. O odpuszczaniu. O tym, że nie mamy kontroli nad tym, gdzie nas życie poniesie. Każdy z tych tematów jest dobry. I właśnie dlatego trudno wybrać.

Zauważyłam, że z decyzjami często jest podobnie. Kiedy mamy jedną możliwość, nie ma właściwie decyzji. Kiedy mamy dwie, zaczyna się myślenie. Kiedy mamy pięć, zaczynamy analizować. Kiedy mamy dziesięć, zakładamy zeszyt. A kiedy możliwości jest naprawdę dużo, możemy już spędzić całkiem sporo czasu na zastanawianiu się, która z nich jest właściwa.

I tutaj pojawia się mój ulubiony problem. Bo przecież chciałabym wybrać dobrze. Najlepiej bardzo dobrze. Idealnie. Tak, żeby po pięciu latach nie pomyśleć: „Kurczę, mogłam wybrać inaczej”.

Tylko że wybierając jedną rzecz, zawsze zostawiamy jakieś inne. Wybieramy jedno miasto i nie dowiemy się, jak wyglądałoby nasze życie w innym. Wybieramy jedną pracę i nie sprawdzimy, co wydarzyłoby się w tej drugiej. Wybieramy jedną osobę i nie poznamy historii z osobą, której nie wybraliśmy.

Może dlatego tak trudno nam czasem ruszyć?

Chcielibyśmy wiedzieć, co wydarzyłoby się we wszystkich pozostałych wersjach naszego życia. A tego się, niestety, nie da. Chyba że ktoś zna odpowiednią aplikację. Ja nie znam. Liść też nie.

I dlatego trochę mu zazdroszczę.

Bo on nie ma tego problemu. Nie zastanawia się, czy powinien jeszcze zostać na gałęzi. Nie porównuje się z liściem obok. Nie analizuje, czy lepiej byłoby spaść dzisiaj, czy jutro. Nie wie nawet, gdzie wyląduje. A mimo to spada.

Może czasami właśnie tego nam brakuje? Nie pewności. Tylko zgody na to, że jej nie będzie. Możemy wybrać najlepiej, jak potrafimy, a potem zobaczyć, co z tego wyniknie.

Czasami możemy zmienić trasę. Zawrócić. Zatrzymać się. Albo trochę się pogubić. I wcale nie musi to oznaczać, że zmierzamy w złym kierunku…


Spojrzałam na to, co napisałam do tej pory. Mój umysł naprawdę lubi się guzdrać. Wałęsać. Zmieniać trasę. A czasami nawet zacząć od spadającego liścia i skończyć zupełnie gdzie indziej, chociaż na początku wydawało się, że będzie o pierwszym dniu jesieni.

I chyba dobrze. Bo gdybym od początku wiedziała, o czym będzie ten tekst, być może nigdy bym go nie napisała.

Dzisiaj jest Dzień Spadającego Liścia. I bardzo jestem ciekawa, gdzie jeszcze mnie poniesie.

2 odpowiedzi na “Spadający liść, czyli dokąd mnie poniosło”

    1. Awatar Małgorzata Gromuł

      Genialny skojarzeniowy zakręt! Piękne dzięki za ten utwór!

      Polubienie

Witaj! Twoja opinia jest ważna.

Od akapitu, od słowa, od serca

Witaj na mojej stronie. W miejscu, gdzie słowa mają znaczenie.

Pisanie to dla mnie przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie. To ważna część życia. Uwielbiam czas, kiedy mogę zatrzymać myśli, podzielić się refleksjami i opowiedzieć historie, które noszę w sercu.

Tu znajdziesz opowieści o codzienności, o życiu, które czasem jest pełne nadziei, a czasem nieźle daje w kość. To przestrzeń szczerości i prawdy, bez zbędnych ozdobników.

Na tej stronie będę też dzielić się swoją twórczością – opowiadaniami, bajkami, wierszami i książkami, które powstają na moim biurku.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Niech słowa połączą nas w tym, co najważniejsze.